poniedziałek, 17 czerwca 2013

RELACJE DAMSKO-MĘSKIE

Według większości Religi celem naszego życia jest założenie rodziny i spłodzenie potomstwa. Jednak w codziennym życiu zbudowanie związku nie zawsze jest takie proste i banalne jak na filmach. Kiedyś porównałem związek do budowy mostu (mam nadzieję, że to był mój pomysł, a nie kogoś skopiowałem). Chodziło o to, że żeby coś wyszło między ludźmi muszą równomiernie angażować się w związek. Wyobraźmy sobie mężczyznę i kobietę stojących na przeciwnych brzegach rzeki. Każdy z nich musi wykonać odpowiednią prace w budowaniu relacji z partnerem. Ten metaforyczny most muszą budować równocześnie obie osoby. Bo przecież nawet jeśli jedna osoba będzie się dwoić i troić aby jak najszybciej wbijać pale pod swoją cześć to bez reakcji ze strony partnera zamiast mostu zostanie pomost, z którego ciągle ta druga osoba będzie nieosiągalna.
         Moim zdaniem podstawowym powodem, że osobom nie wychodzi jest nierównomierny poziom zaangażowania. Jak to mówi przysłowie „bo w  tym cały jest ambaras aby dwoje chciało na raz”. W pierwszym etapie związku to chyba podstawowe kryterium i powód dlaczego ludzie nie decydują się na dalszy związek. Zazwyczaj jest tak, że jednemu bardziej zależy, osoba się stara, daję z siebie wszystko, a ta druga i tak pozostaje bierna. Sam jestem zawsze zdobywcą i mam zasadę, że do pięciu pierwszych spotkań wszystko organizuje sam, utrzymuje kontakt,  jednak jeżeli po tym czasie widzę, brak jakiejkolwiek inicjatywy ze strony partnerki, po prostu odpuszczam. Można mi zarzucić, że szybko się zniechęcam, ale tak naprawdę jestem z tych którzy „uznają” miłość od pierwszego wejrzenia. Więc skoro po tych kilku spotkaniach nie zdobyłem uwagi to pewnie nic z tego nie będzie.
      W XXI wieku odpowiedzialność za związek nie powinna już w całości spoczywać wyłącznie na mężczyźnie. Kobiety również powinny się wykazywać w tej kwestii. Organizować wspólny czas. Takie działania uświadamiają w przekonaniu, że ta druga osoba również ma ochotę spędzać czas w moim towarzystwie. Buduje to wzajemną relację i chęć dalszego poznawania. Umacnia pozycje i dodaje pewności, że może uda się stworzyć fajną relację.
        Kolejnym powodem „why?” czyli, dlaczego nie potrafimy stworzyć relacji damsko-męskiej wydaje się brak komunikacji w sferze uczuciowej. „Nastały nam ciężkie czasy” jak mawiał poeta -gdzie żaden z partnerów nie chce pierwszy obnażyć swoich uczuć. Okazywanie uczuć szczególnie u mężczyzn często jest traktowane jako słabość. Nie rozumiem do końca kobiecego myślenia, ale nie raz spotkałem się z sytuacją, że gdy otwarcie powie się dziewczynie, że: chcę właśnie ciebie, podobasz mi się, bardzo mi na tobie zależy… To ona automatycznie potrafi zmienić swoje podejście, staje się pewniejsza siebie w tej relacji, bo przecież wydaje jej się, że co by nie zrobiła on  i tak będzie chciał ją mieć.  Dlatego wielu facetów dla zachowania kontroli nad relacją będzie się wstrzymywać z okazaniem najdrobniejszych emocji. Kobiety również stały się wstrzemięźliwe w tej kwestii, bo przecież boją się, że ich uczucie może zostać odrzucone. 
        A przecież, czasem nawet po kilku spotkaniach czuć jak motyle się kłębią na samą myśl o tej drugiej osobie, jak serce szybciej bije na jej widok. Czemu nie dać upustu tym emocjom? Oczywiście nie mówię tu o deklaracjach „Kocham Cię”, bo te słowa mają moc i należy im się szacunek, ale w drobnych gestach, słowach aby dać coś do zrozumienia, i pokazać, że warto. 
        Argument, że „to czuć” chyba tak naprawdę można włożyć między mity a baśnie. Mężczyźni są prości i na ogół nie dostrzegają znaków, które wysyłają kobiety. Z drugiej strony mężczyźni takich znaków również nie wysyłają, więc skąd kobiety mają wiedzieć co faceci czują jeśli nie prosto z ich ust. Derywująca jest ta gra pozorów i próba sił. Ja sam już popadam w paranoję w tej kwestii i zamiast działać instynktownie, zaczynam kontrolować swoje zachowanie w stosunku do płci przeciwnej. Czy nie byłoby fajnie, gdyby porzucić tę cała walkę o dominację uczuciową?  Jeżeli dwie osoby czują do siebie mięte, to czemu nie mogą być w stosunku do siebie bezpośredni? 
        Ostatnio coraz częściej spotkam przypadki gdzie dwoje ludzi mimo, że spotykają się, flirtują ze sobą, dochodzi do zbliżeń fizycznych to mimo wszystko nie formalizują swoich relacji. Tak zwani „Friends with benefits”. Bo warto mieć kogoś do spędzania czasu, tylko czemu nie postawić sprawy jasno? Przecież oboje mogą na tym stracić. Bo idąc dalej w rozważaniach, jeśli nie jestem z kimś w związku, to przecież jestem wolny i mogę robić co chcę. Oczywiście sumienie nie powinno pozwalać na zdrady, ale przecież nie mam dziewczyny to co mi szkodzi flirtować z innymi dziewczynami?  Więc moja dobra rada, jeśli zależy wam na kimś powiedzcie mu to, bo może się okazać, że ktoś wam waszą sympatie ukradnie. Oczywiście są osoby które preferują otwarty związek, ale moim zdaniem to nie ma sensu, bo zawsze ktoś na tym ucierpi.
        Nie wiem czy tylko ja mam problem z budowaniem trwałych związków, możliwe, że na przestrzeni lat staje się coraz bardziej wymagający. Chociaż z drugiej strony patrząc po znajomych w moim otoczeniu również przeważają single. Zastanawiam się jak to wygląda w waszym środowisku. Czy problem budowania związków jest powszechny czy tylko ja go wyolbrzymiam? Zapraszam do dyskusji w komentarzach...

Pozdrawiam
Jack


77 komentarzy:

  1. A wiesz, że u mnie to jest różnie. Myślę, że to zależy od nasz samych i naszego środowiska. Tak sobie pomyślałam o moim koledze, o którym myśleliśmy jak o wiecznym singlu i kobieciarzu - do momentu, w którym spotkał swoją dziewczynę. Od kiedy jest w związku widać w nim zmiany - widać jaki jesz szczęśliwy. Uważam, że to, że nam z kimś nie wychodzi oznacza tylko tyle, że to jeszcze nie "Ta" osoba.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne porównanie.
    Jestem z moim narzeczonym ponad 3 lata i przez ten czas nasi znajomi, moje przyjaciółki, jego przyjaciele, byli sami. To dużo komplikuje, nie oszukujmy się. Wszyscy w koło single, a my jedyna para. Ale od niedawna większość naszych znajomych ma partnerów, więc jest postęp i sukces ;)
    Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach dla ludzi są ważniejsze sprawy niż miłość i związek. Ja mam 21 lat i we wrześniu 2014 wychodzę za mąż. Większość osób popuka się w głowę i powie, że oszalałam. Ale dlaczego? Moi rodzicie, wujkowie, ciocie, dziadkowie brali ślub właśnie w takim wieku i są razem szczęśliwi. Moja mama miała 20 lat jak wychodziła za tatę, 22 jak mnie urodziła. Nie rozumiem takiego myślenia, że w dzisiejszych czasach to głupota.
    Ale się rozpisałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram Twoje każde słowo nt małżeństwa w naszym wieku (mam tyle samo lat co Ty ;)). My również z narzeczonym planujemy ślub na rok 2014, tylko że na lato :) mam nadzieję, że wszystko nam się uda. Trzymam za Was kciuki :**

      Usuń
    2. Bo głupota, a dlaczego przekonasz się później ;)

      Usuń
    3. kochana szczescia zycze :))) jesli czujesz ze to ta osoba to na co czekac ? u nas tez sie zdarzało ale jestemy razem 7 lat w tym 9 miesiecy po slubie i oby tak do konca zycia i jeden dzien dluzej:D w kazdym zwiazku sa lepsze i gorsze chwile ale najwazniejsze aby dalej byc razem i dzielic dobre jak i zle chwile

      Usuń
    4. Oj akurat, ja osobiście nie popieram takich pierwszych prawdziwych związków, żeby miałby być ostatnimi. Może dlatego, że jestem facetem. Jak to dziadkowie mówią młodzież musi się wyszumieć. Może dlatego, że znam dużo starszych ludzi którzy często związali się z tą pierwszą miłością i po kilku latach małżeństwa zaczynają zdradzać. Co ciekawe więcej jest tutaj kobiet. Przychodzi taki okres w wieku 35 lat gdzie hormony kobiet zaczynają strasznie buzować, a wtedy już ten stary partner może nie wystarczyć. życie seksualne staje się monotonne i chciałby się spróbować czegoś nowego. Ogólnie uwielbiam porównania i metafory, a takie pierwsze związki moim zdaniem są jak grzybobranie poprzestane na 1 podgrzybku. Czy nie warto sprawdzić jakie skarby kryje świat? Może gdzieś czeka jakiś inny prawdziwek? :)

      Usuń
    5. A czy Twoim zdaniem, Jacku, związek ma datę ważności, a partner/partnerka - datę "przydatności"? Jeśli już tak lubisz porównania (nomen omen, metafory są ich synonimem), to nie generalizuj. Uważam, że Twoje (i moje) 25 lat, zobowiązuje nas do wstrzymania się od takiej kategoryzacji. Jeśli ktoś chce wyrzucić grzybka z koszyczka tylko dlatego, że być może na odległej polanie rośnie lepszy model - prawdziwek - odpowiedź jest prosta: niech idzie w pizdu i zatrze za sobą ślady, bo nigdy PRAWDZIWIE nie kochał.

      Usuń
    6. To nie jest mój pierwszy poważny związek ;) Byłam z dwoma facetami, którzy byli dla mnie ważni. Oba związki skończyły się po 1,5 roku.

      Usuń
    7. Tak myślę, że kończy się związek gdy wypala się uczucie lub jedno drugiego zdradzi. Chodziło mi o to, że w życiu trzeba troszkę przeżyć żeby przysięgać przed bogiem miłość po grób.
      metafora i porównanie to nie synonimy pomyliłaś porównanie z przenośnią :)

      Usuń
    8. Wydaje mi się, że najlepiej właśnie tak jak Jacek powiedział "trochę przeżyć" bo później po jakimś czasie można mieć myśli "a może jednak to nie to/nie ten/ta" i tego typu, bo nie ma się porównania, a wątpliwości są najgorsze :)

      Usuń
    9. I co dla Ciebie znaczy troszkę przeżyć? Liczbę osób, z którymi się spało? Bo tak to zrozumiałam.
      Chyba nie ma reguły kiedy spotykamy miłość swojego życia. To co mimo to, że ją spotkałam mamy się rozstać i mam "korzystać z życia"? :-) nie czuję takiej potrzeby. Jestem szczęśliwa, jest nam razem dobrze, w momencie ślubu będziemy ze sobą prawie 5 lat, to chyba nie tak mało.

      Usuń
    10. Hmmm... przyglądam się Waszym komentarzom i się zastanawiam nad postawą ludzi w czasach wszechobecnego seksu, zdrad, trudnych spraw i ukrytych prawd. Jedyny wniosek jaki z tego wyciągam jest taki, że podejść do związków jest tyle co ludzi. Mam 24 lata i bardzo długo wydawało mi się, że życie singla pełne jest niespodzianek, spędzonego z przyjaciółmi czasu na szalonych dyskotekach czy wypadach i dopiero kiedy, dwa lata temu poznałam mojego męża mój punkt widzenia zmienił się o 180 stopni. Ktoś z Was pewno zaraz powie, że to wcale nie tak ... ale są kobiety, które - tak jak ja, mimo młodego wieku czują się spełnione w roli żony i matki. Człowiek w takiej sytuacji zupełnie się przewartościowuje, inne rzeczy są dla niego ważne, czymś innym zaprząta sobie głowę.
      Macie racje - w związku trzeba umieć żyć - bo związek "żyje" - relacje w nim zmieniają się co jakiś czas. Na początku są motyle w brzuchu i pewność, że to miłość na całe życie, po ślubie/wspólnym zamieszkaniu razem przychodzą problemy dnia codziennego (zakupy, gotowanie, sprzątanie, opieka nad dzieckiem) i trzeba bardzo dużo siły, żeby to wszystko jakoś poukładać i znaleźć czas dla partnera. Najważniejszą zasadą jest, że ZWIĄZEK TO NIE WIĘZIENIE - osoba która Cię kocha nie zdradzi Cię, nie ucieknie, nie zrobi Ci krzywdy i można być tego pewnym. Ktoś kogo musicie 'pilnować' nie zasługuje na uwagę.

      Usuń
    11. Tak czytam Wasze komentarze i zastanawiam się jak ludzie w dzisiejszych czasach postrzegają związek? Jako coś idealnego zapewne... Bez kłótni, sprzeczek, zdrad... Tylko, że mamy teraz erę wszechobecnego seksu i trudnych spraw.
      Wydaje mi się, że każdy z nas przechodzi przez kilka etapów. Na początku wierzy w jedną prawdziwą i cudowną miłość do końca życia... Potem czas to weryfikuje, okazuje się, że druga osoba potrafi nas okłamać - może nawet zdradzić. Po kilku próbach dochodzimy do wniosku, że to bez sensu, że bycie singlem to jest to. I podobają nam się wyjścia ze znajomymi, spontaniczne wyjazdy i to, że nikomu nie trzeba się tłumaczyć z kolejnego flirtu. Gdy minie jednak trochę czasu zapuka do naszych serc samotność- bo uwierzcie mi, można być wśród ludzi i czuć pustkę. Czarne myśli, że już pewnie zostaniemy sami... Aż tu nagle spotykamy na naszej samotnej ścieżce kogoś, kogo wogóle nie szukaliśmy.

      I uwierzcie mi na słowo - nawet jeśli to będzie książe/księżniczka z bajki to nie zawsze będą Wam towarzyszyć motyle. Związek 'żyje' - czas go zmienia, na początku jest cudownie namiętnie i pijecie sobie z dziobków ale to mija, są kłótnie, złość, nerwy, zmęczenie, przychodzą trudy dnia codziennego. Najważniejsze żeby nie przestać się kochać i sobie ufać, bo związek to nie więzienie - ktoś, kto Was kocha nigdy Was nie zdradzi i tego możecie być pewni. Jeśli musicie partnera pilnować i kontrolować to należy wiać...

      Usuń
    12. MAsz 21 lat, jestes z facetem od 5 lat, wiec zaczynalas z nim sie spotykac majac 17 lat. a wczesniej mialas 2 zwiazki po 1,5 roku. no ale wybacz, w wieku 13 czy 15 lat nikt nie jest na tyle dojrzaly, zeby budowac zwiazki powazne. To sa dzieciece milosci, nasze pierwsze mlodziencze zauroczenia i mimo, ze ktos byl wazny dla Ciebie to i tak trzeba dorosnac, dojrzec, zeby z kims byc na powaznie. I tu nie chodzi o ilosc osob z ktorymi sie przespalo. Chodzi o rozne sytuacje zyciowe. Chociaz spotykanie sie z ludzmi, poznawanie ich blizej tez tworzy swego rodzaju rzeczywistosc i jej obraz.
      Za kilka lat spojrzysz na to inaczej. Moze bedziesz juz po slubie, ale dotrze do Ciebie wtedy co mowilismy. I zycze, zeby Twoj zwiazek nie skonczyl sie za kilka lat ;), bo niestety wiekszosc wczesnych malzenstw w dzisiejszych czasach konczy sie fiaskiem.

      Usuń
    13. jestem z nim 3 lata.

      Usuń
  3. Relacje damsko-męskie z punktu widzenia faceta to bardzo ciekawy temat :) Wydaje mi się, że boimy się ryzyka bo przecież zawsze może się okazać, że to tylko takie chwilowe zauroczenie lub po prostu ktoś nas odrzuci , a odrzucenie kryje za sobą ból, rozczarowanie. To chyba najbardziej odstrasza. W moim otoczeniu jest 'mieszana sytuacja'. Co chyba nawet dobrze świadczy o ludziach, jednak ja mam z tym problem , no coż... :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Dokładnie tak. Nie mal tymi samymi słowami ostatnio "żaliłam" się na te wszystkie giergki, szarady, które się panoszą wśród realcji międzyludzkich. Każdych, nie tylko z płcią przeciwną, choć to zwłaszcza. Nawet zauważam czasem u siebie, choć w cale mi się to nie podoba, że bywam "ostrożna". Niewiadomo po co... żeby wydawać się lepszym, fajniejszym, ciekawszym? Nie można się nawet wtedy poznać... Fakt, jak wyglądają teraz relacje mężczyzna-kobieta mnie osobiście zwyczajnie smucą. Może jestem idealistką, marzycielką, może mam swoje "wymagania", ale przecież trzeba je mieć! Każdy kto wierzy w swoją wartość, wie, że zasługuje na najlepsze, więc tego najlepszego szuka - i słusznie!
    Dobrze napisany post, przyjemnie się "Ciebie czyta".
    Ślę pozdrowienia z Krk:)
    M.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jestem w związku juz ok2,5 roku, z tym ze niedługo skończę dopiero magiczne 21. Z samym nawiązaniem związku problemu nie ma - z utrzymaniem juz tak, w moim przypadku niestety sprawdza sie twoja teoria z mostem. Nie szuka jest być w związku ,sztuka jest byc w nim szczęśliwym. ...

    OdpowiedzUsuń
  6. Na pewno masz rację, że w otwartym związku zawsze któraś ze stron ucierpi, bo zwykle jest tak, że jedna ze stron czuje coś do drugiej, a druga tylko wykorzystuje wygodną sytuację.
    Ja w przeciągu ostatnich dwóch lat bardzo zmieniłam swoje nastawienie do związków. Nie jestem, jak to teraz modne, feministką, nie potrzebuję udowadniania za wszelką cenę, że jestem we wszystkim najlepsza i samowystarczalna. Może mam odrobinę konserwatywny pogląd na związek... I to na pewno też jest spowodowane faktem, że wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia, bo, nie oszukujmy się, albo do kogoś zabije Ci mocniej serce już przy pierwszych spotkaniach albo nie zabije wcale. Motyle w brzuchu... coś pięknego.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli ktoś wytłumaczy mi w racjonalny sposób, co znaczy stwierdzenie "Kocham Cię", albo "Miłość" to może uwierzę w te jakże "magiczne" słowa.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że zawsze ktoś ucierpi w otwartym związku. Jestem młoda, nie chcę się jeszcze angażować w poważne, wieloletnie relacje, więc otwarty związek to coś dla mnie :) I nigdy na tym jeszcze nie ucierpiałam ani ja, ani partner. Jeśli postawi się sprawę jasno, wszystko się fajnie ułoży. Poza tym nie jestem osobą, która się zakochuje. Wiem, że gdzieś tam pewnie jest ta osoba, którą pokocham, ale do tej pory jej nie spotkałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może wydaje ci się, że partnerowi jest dobrze? Może po prostu głupio mu się przyznać, że chciałby coś więcej? Mi się wydaje, że w takiej relacji prędzej czy później pojawia się jakieś uczucie, uzależnienie.

      Usuń
    2. jak pojawia sie uzależnienie to juz cos nie halo jest , uzaleznienie to nie uczucie to zaburzenie , ktore trzeba leczyć !

      Usuń
  9. Em, Ja myślę że w dzisiejszych czasach wiek w którym ludzie biorą ślub się zwiększył. Dlatego dla starszych pokoleń to jest coś normalnego, a dla nas nie. Każdy ma jakieś własne plany i łatwiej się je realizuje w pojedynkę, co za tym idzie ludzie się coraz mniej starają, bo szukają kogoś idealnego. Jak coś idzie nie tak, to pasują, bo tak łatwiej. Jack, Wcale nie jest tak, że jak się powie dziewczynie, że Ci na niej zależy to ona się puszy jak paw. Mi się wydaję, że to właśnie bardziej motywuje, bo jak widzisz, że ktoś się stara ty też zaczynasz. Bo kto chce być w tyle :).

    OdpowiedzUsuń
  10. Hey:) świetny artykuł. I przyznaję rację ze starać muszą się dwie osoby. Mam 23 lata 7 lat byłam w związku i w sierpniu tamtego roku wkoncu wzięliśmy ślub, ale to nie było takie proste siedem lat chodzenia starania wspierania siebie nawzajem. Przyznam było ciężko ale jeśli dwoje osób chce być ze sobą to zawsze będą się starać i chcieć dla tej drugiej osoby jak najlepiej. Mało jest mężczyzn myślących tak jak Ty - to dobrze bo czasami wydaje mi się, ze poszukiwanie partnerki jest dużo bardziej ciężkie niż partnera. Mężczyznom bardziej zależy, bardziej się starają i chcą po prostu znaleźć drugą połówkę, a kobiety zachowują sie jak kiedyś mężczyźni. Także kobiety wezcie sie w garść i nie narzekajcie na mężczyzn jacy oni to nie są- moze po prostu szukacie w zlym miejscu. Pozdrawiam i mam nadzieje ze będę. Tu częściej zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie to jest najdziwniejsze, ze role się obróciły. Kiedyś to kobiety koniecznie chciały być z kimś, dziś wolą być wolne, imprezować, szaleć, żyć bez zobowiązań. Zastanawiam mnie tylko do jakiego wieku tak jest. Bo mimo wszystko po 30 okazuje się, ze koleżanki wyszły za mąż i coraz trudniej znaleźć kogoś do zabawy. Swego czasu miałem okazje rozmawiać w jednym z klubów z grupą pewnych pań w wieku 30-40lat, to jakie historie na temat zdobywania facetów słyszałem znacząco podnosiły temperaturę i mimo takich poświęceń faceci zaczynają się oglądać za młodszymi.

      Usuń
  11. Jacku życzę Ci żebyś się zakochał z wzajemnością i abyście wybudowali wspólnie trwały most :) to wspaniałe mieć kogoś tylko dla siebie i wiedzieć, że ta osoba jest tylko Twoja i słyszeć jak i powtarzać magiczne kocham Cię :) bardzo jestem zakochana, chociaż długo byłam sama i wymagania z dnia na dzień rosły - teraz wiem, że tutaj głównie działa strzała amora... co do tego, że faceci bardziej się angażują, muszę się zgodzić... a co do znajomych, niestety większość singli - chociaż czy to single, jeśli narzekają na brak życiowego partnera na stałe?

    OdpowiedzUsuń
  12. Rzeczywiście jest tak, że coraz trudniej zbudować związek, który nie będzie wyłącznie ciężką harówką jednej ze stron. Mam wrażenie, że par, w których zaangażowanie wypływa po równo z obu stron, jest bardzo mało. Właściwie, one znikają z miesiąca na miesiąc. Ja sama czasem tracę siły, bo ile można "pracować bez wynagrodzenia". To przykre, ale prawdziwe. Słowa, które powinny nas umacniać i motywować do działania, doskonalenia związku, są często tymi, które psują dotychczas zbudowany most. Dokładnie tak jak mówisz. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni spoczywają na laurach słysząc te bardziej poważne deklaracje, bo wydaje im się, że cokolwiek by się nie działo - będzie dobrze. Do wszystkich argumentów, które wymieniłeś dodałabym jeszcze hierarchię wartości, w której pierwsze miejsce zajmuje rozrywka + koleżanki/koledzy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Witaj Jacku!

    Twoja siostra bardzo skutecznie reklamuje Twojego bloga Jacku i mam wrażenie, że mój komentarz zaraz zginie pod lawiną pozostałych, ale próbować trzeba, może akurat zainteresuje Cię to co ja mam to powiedzenia.
    Od razu informuje, że nie mam na celu obrażania kogokolwiek- czy to kobiet, czy mężczyzn, broń boże! Niestety lub stety tacy już jesteśmy i nigdy nie zmienimy swojej natury biologicznej...
    jeżeli chodzi o mnie i moje związki to muszę przyznać, że w tym przypadku to ja jestem tą stroną 'bezpośrednią'. Niestety bardzo często mężczyźni uważaj, że bezpośredniość = dominacja, co jest kompletną bzdurą. Czy mówienie drugiej osobie "słuchaj podobasz mi się" jest jednoznaczne z tym, że pragnę zacząć dowodzić w związku? raczej nie... W moim przypadku moja pewność siebie i otwartość w stosunku do drugiej osoby była dość zgubna. Niestety bardzo często mężczyźni 'zamykają' się w sobie, gdy słyszą komplementy od dziewczyny i wtedy zwyczajnie w świecie boją się odpowiedzieć tym samym lub czymś podobnym, czy też boją się zaprzeczyć (bo to też w końcu jest ważne w relacjach międzyludzkich)...
    Poruszyłeś tutaj jeszcze kwestię tego, że angażujesz się maksymalnie w 5 pierwszych spotkań po czym zwalniasz i liczyć na to, że tym razem to dziewczyna się wykaże. Wyobraź sobie Jacku jednak sytuację kiedy dziewczyna dostaje codziennie kwiaty od swojego mężczyzny i nagle jednego dnia on przestaje dawać jej bukiety.. co wtedy czuje dziewczyna? zawód. To jest rodzaj jakiegoś przyzwyczajenia. Tak samo jest z tymi spotkaniami. Jeśli oczekujesz tego, że ktoś będzie bezpośredni w stosunku do Ciebie, to sam też taki bądź. My lubimy się przyzwyczajać do tego, że faceci skaczą wokół nas i ciężko jest nam znaleźć tą granicę momentu, kiedy to my same powinnyśmy coś od siebie dać. Jeżeli oczekujesz czegoś od drugiej osoby, to też warto jej o tym powiedzieć. Początkowo to może być trudne i denerwujące, ale po pewnym czasie nie będziesz musiał już nic mówić i wszystko stanie się naturalne...

    Pozdrawiam,
    Jagoda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się 2 część twojej wypowiedzi. Na dawaniu kwiatów przy każdym spotkaniu już kiedyś się przejechałem i więcej do tego nie wrócę, nie będą zgrywał romantyka bo z XIX wieku ten nurt upadł. (rozumiem, że to była metafora, ale dygresja moja dosłowna) Moim zdaniem, jeśli kobieta jest zainteresowana, nie powinna czekać, jedno spotkanie ja organizuje, drugie Ona. Oczywiście mówię tu o wczesnych etapach związku. Sytuacje, gdzie tylko chłopak ciągle zaprasza dziewczynę żeby z nim gdzieś wyszła na dłuższą metę wydaję mi się żałosna. Przecież związek to pewnego rodzaju dialog, a nie monolog ze strony partnera który wymusza spotkania.

      Usuń
    2. teraz Twoja wypowiedź trochę zmieniła swoją wartość. Myślałam, że jesteś typem człowieka, który po prostu chce na początku przejąć inicjatywę (stąd te 5 spotkań). Jednak interpretując to co napisałeś teraz, wnioskuję, że ta ilość jest bez znaczenia. Ty po prostu pragniesz, by kobieta była zaangażowana od samego początku.
      O zgrozo. Trafiałeś najwidoczniej na dziewczyny, które lubią być po prostu wygodne i lubią, gdy facet skacze wokół nich. To bywa zgubne zarówno dla facetów jak i dla dziewczyn. Problemem jest też to, że ludzie nie są dojrzali jak na ich wiek przystało. Nie wspominając o tym, że mało kto widzi swoje wady i stara się z nimi walczyć. To wszystko wpływa na nasze relacje z innymi ludźmi, a w szczególności na związki, bo przecież ile można 'wad' tolerować? Ludzie mówią, że jak się do kogoś coś czuje to nie patrzy się na jego negatywne cechy. Jasne... każdy ma jakieś granice wytrzymałości.
      Ale co ja tam wiem.
      (zaraz mi powiedzą, że pozjadałam rozumy) ;)

      Usuń
    3. No właśnie ja jestem typem który pewnych rzeczy nigdy nie będzie tolerować. Najdziwniejsze jest to, ze większość kobiet popełnia te same błędy w relacjach damsko męskich. Zarz wyjdę na jakiegoś łamacza serc, ale większość moich ostatnich związków kończyło się z tego samego powodu. Oczywiście zwracałem uwagę, na to partnerce, ale to nic nie zmieniło. Chyba nigdy do końca nie zrozumiem kobiet.

      Usuń
    4. Masz po prostu wymagania. To dobrze. Dzięki temu nie wpadniesz nigdy w żadne bagno. Życie jest po to, by się nim cieszyć, a nie próbować zmieniać na siłę swój związek, swoje życie czy siebie.
      Dla przykładu: ja w życiu nie zwiążę się z osobą po zawodówce. Nie mam nic do takich ludzi, wręcz przeciwnie- lubię spędzać z nimi czas na spotkaniach towarzyskich, domówkach, imprezach itd, ale nie ważne co by się działo nie jestem w stanie z taką osobą być. Ktoś mi kiedyś powiedział, że to pewna dyskryminacja. Dla mnie między innymi studia są wyznacznikiem ambicji(która według mnie jest bardzo istotna) i nic na to nie poradzę.

      A kobiet nikt nie zrozumie. :) Ba, ja siebie sama czasami nie rozumiem... tak jak mężczyzn...

      I nie nazywaj siebie łamaczem serc, bo wtedy wyjdzie na to, że ja też taka jestem, a wolałabym takiego określenia uniknąć.

      Usuń
    5. Podjęty został temat - rzeka. A wiadomo ile jest ludzi tyle zdań. Ja akurat muszę się zgodzić z bezpośredniością. Z moich obserwacji, wydaje mi się że chyba mężczyźni się tego boją. Wiadomo, nie można generalizować. Dużo kobiet stało się indywidualistkami i nie chcą być w 100% zależne od mężczyzny, może to jest takie odstraszające?
      Drugą sprawą jest to że w związkach teraz brakuje komunikatywności i normalnej, szczerej rozmowy. Moi przyjaciele przyzwyczaili się że pierwszą radą jaką im dam to: "porozmawiaj z nim/nią, powiedz co czujesz, co Cię dręczy" Teraz myślę staje się coraz trudniejsza rozmowa face to face. Bo ludzie zaczynają się przyzwyczajać do internetu, gdzie nie widzi się bezpośredniej reakcji drugiej osoby. A jak dochodzi do rozmowy w realu to się zamykają i peszą.
      Jeszcze niedawno samo umawianie się było łatwiejsze moim zdaniem, wychodziło to tak naturalnie, bez zbędnego analizowania, czy to ja czy on zorganizował spotkanie. Spędzało się ze sobą masę czasu, trochę mi tego brakuje teraz, takiej beztroski i zdrowego uzależnienia drugą osobą :)
      PS. Bardzo ciekawie się zapowiada blog. Pozdrawiam, oby tak dalej. :)

      Usuń
    6. O! ale dobrze mówisz! nigdy nie zastanawiałam się nad tym, w jaki sposób internet wpływa na nasze życie towarzyskie. Jednak dużo prawdy jest w tym co mówisz. Pamiętam, że gdy miałam 8-12 lat, to komputery i telefony komórkowe dopiero zaczęły podbijać świat, więc nie każdego dzieciaka było stać na takie gadżety, a mimo wszystko dawaliśmy radę by spotykać się ze znajomymi, iść do kina czy robić...cokolwiek..:)

      Usuń
  14. no wlasnie po co sobie komplikowac zycie nie mozna walic prosto z mostu tylko robic jakies chore podchody ?

    OdpowiedzUsuń
  15. Cóż, Jacku. Odpowiedź jest prosta. Ludzie szukają ideału. A jak wiemy, ideały nie istnieją. Dlatego problem pojawia się, gdy zaczynamy na siłę szukać wad potencjalnego partnera - co NIE jest równoznaczne z obiektywną oceną człowieka. Gdy próbujemy go zmienić, perswadujemy jakieś zmiany, on nie chcąc wyjść na pantoflarza (piszę ze swojej żeńskiej perspektywy) obraża się, zaczyna bardziej słuchać kumpli, którzy nawet mogą dziewczyny nie znać. Z kolei "laski" też są bardzo obrażalskie, też wiem to po sobie. Gdy facet zaczyna docinać, bardzo szybko może przegiąć. Bo jest takie coś, jak sprawdzanie, jak daleko możemy się posunąć.
    A niestety w tak delikatnych sprawach jak relacje międzyludzkie, o przekroczenie bezpiecznej granicy jest bardzo łatwo.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Eh… milosc… temat rzeka… i ciężko napisać to w kilku słowach… to raczej debata na dłuuuuugie godziny hhehe…
    Człowiek z natury łączy się w pary.. Chociaż czasem zdarzają się ludzie, którzy nie chcą, nie potrzebują drugiego człowieka… Każdy z Nas jest inny i każdy z Nas ma inne potrzeby… Przez to, że każdy z Nas jest inny… każdy z Nas szuka w tej drugiej osobie różnych innych cech… Nie oszukujmy się urodziliśmy się… żyjemy… uczymy się… pracujemy… szukamy partnera… zakładamy rodzinę… majstrujemy potomka… wychowujemy go… umieramy – to oczywiście schemat i różnie to bywa w życiu… Ale tak mamy zakodowane w głowach.. Taki proces jak u większości żyjących stworzeń na naszej planecie… Ale skupmy się na tym łączeniu w pary hehe… Przez całe nasze życie możemy spotkać wiele osób… możemy zakochiwać się kila razy… możemy pokochać raz na całe życie… a możemy nigdy nie spotkać tej „drugiej połówki”… Nie wiemy co Nam przyniesie to nasze życie…
    Ale wiem jedno… spotykasz tą osobą tą jedyną… i może nie od razu… ale po kilku godzinach z nią… po kilku spędzonych dniach z nią… wiesz to jest ta jedyna… Dogadujecie się bez słów… Nie macie przed sobą tematów tabu… Robicie wszystko razem i nic Was nie krępuje… Nawet nuda z taką osobą jest fajna (chociaż w takim związku to się nie nazywa nuda tylko relaks i nic nie robienie hehe) Życie Wam nie stawia jakiś wielkich przeszkód do pokonania… Rzuca Wam małe kłody pod nogi… ale je razem pokonujecie… A czasem nawet nie ma przeszkód tylko jest pięknie i kolorowo… Jeżeli już spotkasz taką osobę to wiesz, że to jest miłość na całe życie… Planujesz z nią przyszłość… Robisz kolejny krok.. i kolejny… itd… i nic nie jest w stanie Wam tego zepsuć… Jesteście dwoma różnymi połówkami, a tak naprawdę idealną całością.. Bierzesz ją z jej wszystkimi wadami… bo tak naprawdę są one niczym… Bo to co Ci ona daje przykrywa wszystko…. To się po prostu czuje… celebrujesz każdą chwilę z tą osobą i nie przytłaczają Was smutki z życia codziennego tylko trwacie we wszystkim razem…
    Tak..tak… takie miłości nie zdarzają się tylko w filmach… w życiu też może kogoś spotkać takie szczęście i niczym 6 w totka trafia na swoją prawdziwą połówkę…
    I teraz ja bym podzieliła dzisiejsze społeczeństwo na w sumie 3 grupy ludzi …związków..
    Pierwsza grupa – ludzie którzy wybierają samotność… nie potrzebują być z kimś, nie szukają miłości itd.
    Druga grupa – związki opisane przeze mnie wyżej… Czyli wiesz, że jest szał… jest to ta jedyna prawdziwa połówka… i tutaj po prostu działa się instynktownie… Wiesz czego oczekuje od Ciebie Twoja połowa, i Twoja połowa wie czego Ty oczekujesz od niej… Tworzycie jedną nierozerwalną całość…
    Trzecia grupa - Osoby które z różnych przyczyn weszli w związek małżeński, albo są po prostu ze sobą. Np. spotykali się… coś do siebie czuli… przez swoją np. nieuwagę zostają rodzicami i to sprawia, że decydują się na kolejny krok np. małżeństwo. Lub też po prostu związek ludzi, którzy nie czują tego szału, ale są ze sobą… bo są..bo może w tym momencie życia wydaje im się, że się kochają… I tutaj bym się z Tobą zgodziła… W takiej grupie… by przetrwał związek starać powinny się dwie osoby… W tej grupie nie działasz instynktownie, a wypowiadanie swoich uczuć może spłoszyć… itd.. Ale to nie jest powiedziane, że takim związkom może się nie udać.. takie związki po jakimś czasie mogą opracować pewien plan działania… i mogą ze sobą żyć i być szczęśliwe…
    Rozpisałam się jak szalona… ale mogłabym naprawdę dłuuuugo na ten temat mówić heheh … Myślę, że problem jest w tym kogo spotykamy na swojej drodze… I dlatego powinniśmy być otwarci…. Nie powinniśmy bać się mówić co czujemy… Bo strach może nas odpędzić od tej naszej prawdziwej połówki… A jeżeli np. wyznamy swoje uczucia, a ta druga osoba się spłoszy, albo będzie to wykorzystywać – to może to nie jest ta jedyna?? Nie wiemy co czeka Nas jutro.. za rok… za 10 lat… Może jeszcze nie spotkałeś tej jedynej, a może nie jesteś jeszcze gotowy na to by z kimś dzielić swoje życie… Możesz tego pragnąć, ale gdzieś tam w środku jeszcze się przed tym bronisz… Życie potrafi zaskakiwać… :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale po co być w związku w którym nie ma uczuć, związek z przyzwyczajenia? Przecież to najgorsze co może być. Ostatnio mi koleżanka powiedziała, że jest z chłopakiem już 6 lat, ale nie wie czy go kocha i jest z nim bo boi się być sama.
      Kiedyś czytałem świetna książkę cień wiatru Carlosa Ruiza Zafón tam był taki świetny fragment "W chwili, kiedy zastanawiasz się czy kogoś kochasz, przestałeś go już kochać na zawsze."

      Usuń
    2. Ale wiesz to jest wybór... Ty jesteś mądry i wiesz, że byś nie chciał takiego związku... I kończysz go i szukasz dalej... A to co robią inni... no cóż... nie mamy na to wpływu :) I czasem nawet milion słów nie wystarczy żeby zrozumieli że robią coś nie tak... Jeżeli są szczęśliwi...albo wydaje im się że są szczęśliwi... niech będą... Masz swoje życie... nikt za Ciebie go nie przeżyję... :) Bądź dumny z tego kim jesteś.. że jesteś inteligentny i wiesz kiedy przestać... Wiesz kiedy dać sobie spokój...

      Usuń
    3. Świata nie naprawimy... Nie zmienisz nastawienia ludzi... Nie wbijesz im do głów, że coś tak powinno być, a nie inaczej... bo Ty uważasz że powinno być tak, a ktoś inny, że powinno być inaczej... Oczywiście może ktoś przeczyta/usłyszy coś co się mówi do niego i wezmie to sobie do serca...
      Powinniśmy być egoistami w życiu... Bo życie mamy tylko jedno...
      Napisałeś tego posta i opierałeś go o własne doświadczenia... Bo nie chcesz sam budować mostu... bo chcesz zaangażowania drugiej strony... Bo sparzyłeś się na wyznawaniu uczuć... Wszystko to są doświadczenia które już w swoim życiu miałeś przyjemność przeżyć...
      Więc stąd mój komentarz... Że jeszcze po prostu nie znalazłeś tej jedynej... bo jeżeli ją znajdziesz nie będziesz myślał, że ja buduję i ona... tylko będziecie budować ten most i nawet nie będziesz wiedział kiedy spotkacie się w połowie...
      TO ile przeżyłeś....to ile usłyszałeś... to ile przeczytałeś - sprawia, że jesteś mądrzejszy... Rób to co masz ochotę robić... Nie bój się... działaj instynktownie - jeżeli chodzi o uczucia... Bo tak jak pisałam już...jak spotkasz tą jedyną z którą jest pisane Ci spędzić życie to Twój instynkt Cię nie zawiedzie :) A wszystkie inne to przelotne romanse... miłości... to tak jak pisałeś... szukasz w lesie grzybów... Ale w końcu znajdujesz taki okaz, że wiesz, że już nic innego Cie nie będzie interesowało... smak...zapach...wygląd to będzie TO :)))

      Usuń
    4. A i zapomnialam dodać... że być może ten "grzybek" nie będzie taki jak sobie wymarzyłeś... Bo marzyłeś o nie wiem bo na grzybach się nie znam hahaha np... marzyłeś o prawdziwku... najpiękniejszym... największym... najsmaczniejszym... a się okaże, że jak zobaczysz czerwonego małego muchomorka w kropki - to będzie ten okaz którego szukałeś heheh :) Życie jest przewrotne... ale najważniejsze jest to, żeby zawsze być sobą!!! :)

      Usuń
    5. Oj inna rozmowa by była na żywo…hehe a inna tak przez komentarze… Uwierz mi, że gdybym przytoczyła Ci kilka przykładów z życia… byś na pewne sprawy spojrzał inaczej… Ale zarówno jak ja…tak pewnie i Ty byś miał mi do powiedzenia coś ciekawego i duuużo hehe, czego jeszcze na te tematy nie wiem…heheh… Zatem dam Ci jeszcze radę i zmykam już spać (chociaż w sumie pobudziłeś moje szare komórki do myślenia hahah więc trudno będzie mi przegonić myśli i zasnąć jak człowiek)… No tak możesz sobie pomyśleć… Pfff co Ty tam możesz wiedzieć… ale to Twoja sprawa co z tym zrobisz… Jesteś inteligentny więc wiesz, że nie ma co szukać ideałów… bo one nie istnieją… Nie szukaj na siłę miłości…. Ale też nie siedź i nic nie rób - bo samo nic do Ciebie nie przyjdzie… Bądź sobą… Rób to co uważasz w tej chwili za słuszne… Może potem będziesz tego żałował… a może dzięki temu będziesz szczęśliwy… Żyj i nie patrz na innych… nie patrz na to co mają, jak oni sobie układają życie… Ty jesteś inny… Jesteś wyjątkowy… może dzisiaj pragniesz wielkiej miłości i zastanawiasz się co jest k… nie tak, że jest jak jest?? Ale może jutro wyjdziesz na ulicę i ją spotkasz!!!
      Doceniaj wszystko to co do tej pory przeżyłeś… bo dzięki temu jesteś silniejszy i mądrzejszy… Nie zastanawiaj się co będzie jutro, ani co było wczoraj… Bo tego co będzie jutro zwyczajnie nie wiesz… a to co było możesz tylko miło powspominać i tak nic to nie zmieni… Żyj tak jakby jutra miało nie być heheh…
      I to się tyczy i miłości i każdego innego aspektu życia…
      Zatem nie zostało nam nic innego jak żyć i być sobą… i kurcze być szczęśliwymi chociaż czasem życie daje w kość…

      Usuń
  17. Podoba mi się co piszesz. Zawsze uważałam, że życie jest proste i wystarczy formułować proste komunikaty, żeby druga osoba mogła nas zrozumieć. Jak coś czuję to mówię to po prostu. A jak nie czuję, to też nie daję nadziei, bo szanuje zarówno swój czas jak i tej drugiej osoby. To się zresztą tyczy każdej dziedziny życia, po co sobie utrudniać czy zmuszać się do czegoś "bo tak wypada". Wystarczy powiedzieć co się chce i myśli :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Może zabrzmi to nieco irracjonalnie, ale wg mnie największym problemem ludzi jest to, że za dużo myślą. Analizują wszystko, rozkładają na czynniki niczym jakieś cholerne zadanie z logiki. Rozpatrują plusy i minusy, zalety i wady, korzyści i straty. I gdzieś w pewnym momencie orientują się, że brakuje już miejsca na szczere, prawdziwe uczucia. Może to wina mojej romantycznej natury albo Jane Austen, ale nie przemawiają do mnie związki tworzone z nudy, mody, obowiązku, dla pieniędzy czy seksu. Jakoś pogubili się Ci ludzie w tym zwariowanym świecie. Niemodne stało się oszaleć z miłości. Modne za to stały się poradniki typu „Jak zatrzymać swojego faceta?!”, „Jak poznać prawdziwą miłość?!”, „Czego pragną mężczyźni?!”. Ok, rozumiem podstawowe prawa rządzące biznesem: jest popyt, jest podaż, ale naszym dziadkom i rodzicom udało się jakoś zbudować związki i to bez pomocy parapsychologów. Więc może i my powinniśmy czasem wyłączyć nasze szare komórki i dać się porwać chwili i zmierzyć się z tym, co daje nam życie. Ktoś może zapytać: A co jeśli się nie uda i będzie bolało? I dobrze, niech boli. Tylko dzięki temu dowiemy się czegoś o sobie, o życiu, o miłości. I każda taka lekcja da nam taką wiedzę jakiej nie znajdziemy w żadnych poradnikach. A poza tym, może to zabrzmi jak banał, ale co nas nie zabije, to nas wzmocni. Przynajmniej ja w to wierzę ;))

    OdpowiedzUsuń
  19. Witaj, Mam 23 lata i od 7 lat jestem w związku. Osoby z mojego otoczenia na początku strasznie mi się dziwiły, że w tak młodym wieku jestem w "poważnym" związku i że nie szukam dalej.Tłumaczyłam im, ze nie zamierzam psuć czegoś co jest wyjątkowe, tylko dlatego, ze zaczęło się stosunkowo szybko :) Mam rozumieć, że to jakaś ujma że po prostu bardzo szybko udało mi się "złapać moje szczęście"? Po czasie zauważyłam, że te osoby zaczęły mi zazdrościć, że nie interesują mnie znajomości bez zaangażowania, że mam kogoś na kim mogę polegać i kogoś kto może polegać na mnie, kogoś kto w skoczy za mną w ogień. Koleżanki mają nie wiadomo jakie wymagania do Panów, a koledzy nie wiadomo jakie wymagania do Pań. Może po prostu czasami warto przymknąć oko na wady drugiej osoby i zobaczyć, ze to może być ktoś zupełnie wyjątkowy, ktoś kto nada rytm naszemu sercu :) Pozdrawiam, Marta

    OdpowiedzUsuń
  20. Chciałabym żeby w moim środowisku znaleźli się tak inteligentni faceci :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Dużo w tym prawdy. Choć mnie się wydaje, że w dzisiajszych czasach jest problem ze wszystkim- począwszy od analizowania najdrobniejszych zachowań drugiej osoby po ogólne poczucie wolności. Media kreują nurt wiecznych singli... w filmach fajnie wyglądają wolne 40 latki, podczas gdy w życiu prawdziwym byłaby to jakaś masakra. (przynajmniej dla mnie). Mam 24 lata, jestem przeszczęśliwą mężatką od prawie roku. Z moim mężem jesteśmy 7 lat. Nie analizowałam nazbyt wad mojego męża na początku związku, nie doszukiwałam się niewiadomo czego i nie zrywałam, bo coś mi nie pasowało... zmienialiśmy się pod wzajemnym wpływem, dopasowywaliśmy się i walczyliśmy o związek podczas gdy sytuacja wymagała walki. Ludzie dzisiaj idą na łatwiznę, nie chcą się starać dopasować do drugiej osoby i nie ma mowy o najdrobniejszych zmianach... przecież wielu uważa się za ideałów i takich szuka. A przecież nie ma ideałów! Trzeba się 'dotrzeć'!!! Choć uważam, że też nie można robić niczego na siłę. Dobrze by było jakby ludzie chcieli dawać z siebie. My z mężem jesteśmy uważani za 'idealny związek'- z tego co wiem. A wielkiej filozofii w tym nie ma. Po prostu daję Mu to czego potrzebuje i przyjmuję to co On chce mi dać.

    OdpowiedzUsuń
  22. Wiesz dużo masz racji. Najgorsze jest to, że wszystko jest proste ale ludzie specjalnie to komplikują. Kobiety np naoglądają się filmów romantycznych gdzie super przystojny facet idealny pod względem charakteru poznaje fajną dziewczynę i są razem bez żadnych kłopotów i przeciwności losu. I potem wszystko porównują i wiele im nie pasuje, np jest super facet z charakteru ale nie do końca tak przystojny jak by chciały, albo jest super przystojny ale z charakteru nie do końca. No i koło się zatacza :) Ale są również sytuacje gdzie np osoba cierpiąca po poprzednim związku chce zbudować coś nowego, poznaje fajnego partnera i wszystko niby jest ok, ale jednak nie do końca, czegoś brakuje, do czegoś się porównuje, podchodzi się z dystansem itp. Wszystko niby jest łatwe ale nie zawsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ile ludzi tyle opinii... każdy ocenia z perspektywy własnych doświadczeń ale mi nasuwa się jedno- wszystko opiera się na szczerości i odpowiedzialności za siebie i uczucia które w kimś wzbudzamy.Żyło by się lepiej gdybyśmy byli wobec siebie bardziej otwarci.Bez zimnej kalkulacji co ja z tego będę miała i ile stracę,czy warto...? Czy nie prościej tak- kawa na ławę? Oczywiście bez skarjności :) bez chamskiego"sorry mała nie jesteś w moim typie" albo "dzień dobry kocham Cię".Wiele problemów wynika ze zwykłego niedogadania się.Prosty przykład: ona mi się podoba ale jej nie powiem.On mi się podoba ale nie powiem mu tego bo co sobie pomyśli.Nie napiszę do niej/niego niech ona napisze... Wystarczyłoby zrzucić maski i pokazać siebie.Można być na różnym etapie życia,oczekiwać w danym momencie czegoś innego ale czy nie łatwiej poprostu powiedzieć:myślę tak,chcę tego czy tamtego i dać drugiej osobie szansę to zrozumieć.Pozbywamy się niedomówień,domyślania się i nie tracimy czasu.Brakuje nam wszystkim otwartości i zwykłego szacunku do drugiego człowieka.To jest pewnie spowodowane jakimiś wewntętrzynmi blokadami, że ktoś nie zrozumie, uzna za śmieszne więc lepiej grać niedostępną,wyzwoloną, samodzielną i po co mi facet.A jak nikt nie widzi to romantyczny film i kubełek lodów :P Wiecej spontaniczności i luzu :) Poznajemy tyle ludzi każdego dnia, chcemy żeby ktoś nas kochał, docenił, dostrzegł piękno nie tylko to widzialne gołym okiem ale jednocześnie trudno się otworzyć na drugą osobę.Facet to świnia, trzeba go sobie wychować.Kobiety są dziwne nikt ich nie zrozumie i tak żyjemy w stereotypach... walka płci :).To tak jak z uśmiechem.Wypróbujcie:) idziesz ulicą i uśmiechasz się do trzech pierwszych napotkanych osób.Pierwsza z nich myśli: o co jej chodzi? co ona kombinuje?.Druga myśli: odwzajeminiła bym ale to napewno nie do mnie.Trzecia osoba nic nie pomyślała i poprostu odwzajemniła uśmiech :) W tym zwariowanym świecie miłość kończy się zanim się zacznie bo sami sobie komplikujemy życie... pozdrawiam, Asia.

    OdpowiedzUsuń
  25. Z wielkim zaskoczeniem przeczytałam Twój post. Mam bardzo podobne zdanie na temat związków i relacji damsko-męskich. Jestem po rocznym związku, w którym myślałam ze most między nami buduje się z każdej strony równo i tak samo mocno. Jednak z biegiem czasu mogłam zobaczyc ze kazda ze stron gdzieś pogubiła się i własciwie nie wiedziała czy to co buduje jest trwałe i dobre. Pokładałam wiele nadziei w tym zwiazku. Myslalam ze to jest ta osoba z która sie zestarzeje załoze rodzine i bede zyła dlugo i szcześliwie. Życie widać plata nam rózne figle i zaskokuje z dnia na dzien coraz bardziej. Niestety. Fajnie Jack, ze jestes swiadomy tego ze zwiazek to nie zabawa. Cieszę sie ze są również na swiecie męzczyźni którzy jeszcze mają swiadomosć tego ze to do mężczyzn nalezy pierwszy krok. Może to jest stereotyp, ale uwazam ze to męzczyźni powinni się starac o kobietę nie odwrotnie. Ja chyba za bardzo staram się aby męzczyzna byl zawsze zadowolony i by czuł się kochany. I to w zwiazkach mnie gubi. Czy wyrazanie uczuc i walka o osobę która sie kocha zawssze musi konczyc sie jakaś tragedią? Mówie jakąs, bo jednen uznał ze woli zwiazek oparty na seksie a drugi uznał ze pieniądze wszystko zalatwia. Dlaczego tak jest? Z czasem zastanawiam się czy na tym świecie istnieją męzczyzni którzy chca stworzyc zdrowy, szczery zwiazek? Czy w XXI wszytsko kreci się wokół seksu i pieniędzy. Dziękuje Ci za tego posta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ann ja również się nad tym zastanawiam - " czy na tym świecie istnieją męzczyźni którzy chcą stworzyć zdrowy, szczery związek?' moje przemyślenia doprowadzają do wniosków, że chyba lepiej jest być samemu.
      Ja również myślałam, że to ten jedyny...5 lat związku, a okazało się inaczej.
      Nie ma reguły, ale jedno jest pewne = życie potrafi nas zaskoczyć !
      Paula

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Dokladnie tak. Zycie zaskakuje. Ja do dziś nie wiem dlaczego osoba która poznałam i bylam nią wrecz zafascynowana zauroczona i wpatrzona jak w obrazek z biegiem czasu zamieniala sie nie do poznania. Zaczeła wzbudzać u mnie strach i morze wątpliwosci.Dlaczego mężczyźni myslą ze jesli zdobędą kobietę już nie muszą sie o nią starac? Czy to tylko do Kobiecych obowiazków nalezy dbanie i rozwój związku? Jack! Wnioskuje z posta ze Ty nie należysz do tej grupy mężczyzn, wiec nie miej tego za zle ze tak pisze.
      Paula wydaje mi sie że po kazdej burzy wschodzi słonce i nie mozna myślec ze w zyciu najlepiej jest być samym bo samym przezyc kilkadziesiąt lat swojego zycia nie jest czymś fascynującym.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  26. Uważam, że ludzie sami sobie stwarzają problemy. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że w całym naszym życiu nie chodzi już o miłość, a o karierę i pieniądze. Związek to zaufanie, przyjaźń, namiętność i mogłabym tak wymieniać bez końca. Tak jak napisałeś, to pewien 'most', który nie zbuduję jedna osoba. To relacje, które polegają na zaangażowaniu i chęci dwóch bliskich sobie osób. Nie rozumiem ludzi, nie wiem może jestem z innej planety. Ale jeśli zależy nam na kimś, jest osobą, dzięki której nasz dzień nabiera innych barw, życie zaczyna być choć ciut lepsze, to czemu o tym nie powiedzieć głośno? Szkoda, że tak wielu z nas czeka na 'odpowiednią chwilę', która najczęściej okazuje się być ciut za późno. Przyznam, że nie rozumiem kobiet mimo, że sama nią jestem. Czasami chcemy za dużo, a czasami już nam wystarczy..ale nie oznacza to, że facet zawsze ma o nas dbać, starać się i nosić na rękach. Siedząc w towarzystwie czy słuchając opowieści odnoszę wrażenie, że większość z nas traktuje mężczyzn jak zabawki. Niestety. Bo miał załatwić to, a zapomniał i teraz będzie mnie przepraszał następnych 5 dni. Bo powiedziałam, że chce coś dobrego, a on zamówił z chińskiej restauracji, kiedy ja chciałam włoską kuchnie.
    Łapię się za głowę, bo nie wiem komu i na co tak komplikować życie. Wszystkie teksty i obrazki, od których internet pęka w szwach głoszą : "Dbaj o swoją kobietę, bo inaczej ktoś inny o nią zadba." itd
    a mężczyźni? oni też mają uczucia. poważnie. O nich też trzeba dbać, kupić czasami jakiś drobiazg. Cieszy Cię nowy komplet bielizny?nowe perfumy? Super, kup mu koszulkę, która spodobała Ci się na manekinie w centrum miasta, albo jego ulubioną czekoladę. Przestańmy być egoistkami. Traktuj drugiego człowieka tak, jak sam chcesz być traktowany.
    Nie wiem po co robić sobie tyle problemów, mówmy otwarcie o tym co czujemy! :) nikt z nas nie lubi odrzucenia, ale nie lepiej zadać to jedno pytanie, powiedzieć ten jeden komplement i wiedzieć na "czym się stoi" ? Mówię Wam, że każdy z nas chce kochać, ale być kochanym to chyba jeszcze lepsza przyjemność.

    Wielkie dzięki Jacku, za męski punkt widzenia. Ogromnie Wam, mężczyznom współczuje - nie wiem jak z nami wytrzymujecie :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ciekawy temat poruszyłeś - jestem zdecydowanie za takimi wątkami na Twoim blogu.
    Owszem, budowanie związku to praca dla dwóch osób. Ja jestem raczej typem dziewczyny, która była zawsze w związku, właściwie ostatnie prawie 4 lata byłam z kimś, najpierw kilka miesięcy, potem ponad 2 lata i mój ostatni związek niecały rok. Uwielbiam, jak to faceci robią pierwszy, zdecydowany krok, po prostu fajnie jak facet mnie zaprosi na randkę, na spacer. Ale nie wyobrażam sobie tłumić swoich uczuć, jeśli facet jest interesujący i mnie pociąga. Nie zgodzę się tylko z tym, że wszystko ma być bezpośrednie - jeśli ludzie przyciągają się wzajemnie, jest między nimi chemia, to nie potrzeba werbalnego przekazu, to się czuje. A jeśli się to czuje, to się to okazuje czynami.
    Może się wydawać że jestem laikiem w kwestii związków, może 2 letni i roczny związek to niewiele, żebym się mogła wypowiadać, ale analizując je, i swój obecny, prawie 10 miesięczny status singielki, nie dziwię się, że ludzie szukają tak zwanych "friends with benefits". W życiu singla niczego nie brakuje, oprócz czysto fizycznej bliskości. Mam przyjaciół, którzy w pewnym stopniu wypełniają tą potrzebę spędzania z kimś czasu. Chociaż odbiegając już od tego, czy seks bez zobowiązań jest dobry, czy nie, najbardziej, jako singielki irytuje mnie postawa osób w związku, a dokładniej ich ocena ludzi samotnych. Ile razy słyszałam od kolegi w związku, żebym sobie znalazła faceta, to razem we 4 będziemy jeździć na wakacje, do kina, na imprezy.. Nie mogę zrozumieć, dlaczego większość osób w związkach jest tak zaślepiona swoim "statusem związku", że izolują się od przyjaciół, rzadko można spotkać ich osobno, wybierają od roku piątkowy wieczór przed tv ze swoją ukochaną czy ukochanym niż wyjście ze znajomymi, byle nie popaść w rutynę..
    W moim środowisku studenckim jest pół na pół - a jeśli już ktoś jest w związku, są to przeważnie pary z rocznym lub dłuższym stażem. I wiesz? Nie jesteś zbyt wymagający. Szczerze mówiąc, subiektywnie obserwując swoje życie, wolę być sama ze wszystkimi tego plusami i minusami, niż z facetem, który tylko po części byłby odpowiedni. Wolę poczekać na kogoś, na kogo widok kolana będą się pode mną uginały, a umysł przestanie jasno myśleć.
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  28. trafiłam na Twojego bloga przypadkiem, poprzez link pod filmikiem na yt gdzie malujesz swoją siostrę :) ale chyba zostanę tu na dłużej, bo podoba mi się Twój styl pisania. A zwłaszcza temat tego posta jest mi bardzo bliski. Od roku jestem w związku, który ewoluował do takiego stopnia, że jestem skłonna to zakończyć. Wiem, że problemy się rozwiązuje wspólnie, a nie od nich ucieka. Próbowałam, naprawdę próbowałam to wszystko ratować, ale niestety już nie widzę przyszłości. Na początku jak zawsze było cudownie, ale poprzez natłok zajęć widywaliśmy się dwa trzy razy w miesiącu. Jestem w stanie zrozumieć brak czasu, ale nasze spotkania stawały się tak jednolite, tak monotonne, że zaczęłam się zastanawiać nad ich sensem. Przeprowadziłam setki rozmów, które nie dały żadnego efektu. Próbowałam go czymś zaskoczyć, nawet zaczęłam gotować rzeczy, o których nie miałam zielonego pojęcia, starałam się wypaść najbardziej idealnie jak tylko mogłam. On wiecznie był zmęczony, zajęty, nie miał czasu by przyjechać do mnie, albo NIE BYŁ GŁODNY... Nie zaprasza mnie nigdzie, bo jak zawsze twierdzi- nie ma pieniędzy. Ok, może ich nie mieć, nie wnikam w tą kwestię, bo nie dlatego z nim jeszcze jestem. Najlepiej gdybyśmy się spotkali i posiedzieli przed telewizorem. Jest mi bardzo przykro, bo on myśli, że nasz związek to oczywistość i uważa, że jest wszystko ok. A nie jest. Nie czuję zaangażowania z jego strony, odrobiny czułości... Czuję, że duszę się w tym związku, więc myślę, że wszystko jest tylko kwestią czasu... A może to ja za dużo wymagam?...
    Pozdrawiam,
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  29. Moim zdaniem do udanego związku trzeba po prostu dojrzeć... Druga sprawa to dopasowanie- można mieć różne charaktery (nawet jest ciekawiej), ale wspólne cele i podobna wizja przyszłości są raczej kluczowe. Jestem też zwolenniczką powolnego przechodzenia do poważnych etapów relacji, chociaż nie popieram tzw. "przechodzonych" związków- uważam, że aby związek był udany musi się rozwijać. Zgadzam się z Tobą, że nie warto się wiązać od razu z "pierwszą miłością" bo można wpaść w pułapkę przywiązania do drugiej osoby, a z czasem może niestety okazać się, że mamy inne plany i jesteśmy tak różni, że nawzajem siebie ranimy być może nie zdając sobie z tego sprawy. Skąd możemy wiedzieć, że kochamy, skoro nie mamy tego do czego porównać. Następną ważną rzeczą w udanym związku jest rozmowa. Trzeba też sobie mówić dobre rzeczy, trzeba się doceniać. Ważny jest też wzajemny szacunek. I na koniec tylko powiem, że dla mnie nie ma czegoś takiego jak otwarty związek. Nawet rozumiem ludzi, którzy mówią jasno, że są niedojrzali, że chcą się bawić i nie chcą być w związku. Jest to fajne, jeśli trafiają na kogoś, kto myśli podobnie. Jednak chyba często jedna strona się mocniej zaangażuje i zgodzę się z Tobą, że ktoś później na tym cierpi... Uważam, że trzeba się dobrze poznać, w różnych sytuacjach. A najlepiej to wyjechać z kimś w podróż. Moja Mama zawsze mi powtarzała, że jaka pierwsza podróż takie całe życie. Coś w tym jest :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  30. Drogi Jacku, mogę się podpisać pod wszystkim, co tutaj napisałeś.
    Jestem kobietą, wbrew powszechnej opinii jestem "zbudowana" dość prosto, kiedy ktoś czegoś ode mnie chce powinien mi to powiedzieć prosto w twarz. Nie lubię się domyślać, a jak już przychodzi mi to robić zazwyczaj to, co wymyślę nijak ma się do stanu faktycznego. Chyba mam zbyt wybujałą wyobraźnię. Ktoś kiedyś mi powiedział, że mężczyźni najbardziej na świecie boją się odrzucenia. Być może coś w tym jest, ale czasem warto zaryzykować.
    Ostatnio przeżyłam szok. Znam pewnego chłopaka od 3 lat, mamy wspólnych znajomych, często się spotykamy. On nigdy ze mną nie rozmawia, nawet na mnie nie patrzy. Zdarzyło mi się ostatnio być świadkiem na ślubie moich naszych przyjaciół. Za punkt honoru postawiłam sobie zatańczyć ze wszystkim mężczyznami na weselu. W czasie tańca, rzeczony chłopak (już dosyć mocno wstawiony)wyznaje mi miłość. I koniec tematu. Nie wiem czy mówił prawdę, nie wie nawet czy on to pamięta. Nie drążyłam tematu, on znowu traktuje mnie jak powietrze. A ja robię coś czego nie znoszę, próbuję wymyślić o co mu chodziło. Jak zrozumieć mężczyznę? Nie wiem.
    Relacje męsko damskie to niezwykle zawiły mechanizm. Czasem mam wrażenie, że przypominają bombę a nie most...

    OdpowiedzUsuń
  31. Witam :-) Pewnie jestem najstarszą kobietą z pośród moich poprzedniczek, która komentuje Twój wpis. Mam 29 lat i teraz nie jestem w żadnym związku, w czasie mojego życia przeszłam przez parę dłuższych (powyżej roku, dwóch)związków i kilka krótszych. Jestem osobą szczerą i bezpośrednią, podobnie jak Ty jeżeli po kilku spotkaniach nie poczuję, że zależy tej drugiej osobie równie mocno co mnie na niej, wtedy szybko kończę relację. Tak samo robię w momencie kiedy drugiej osobie zależy na relacji bardziej niż mnie. Nie uważam, że jest to "łamanie serc" jak to wcześniej było określane, a wręcz przeciwnie, ja to nazywam "dawaniem szansy", zarówno sobie jak i innej osobie na znalezienie kogoś bardziej odpowiedniego. Problem w budowaniu związku jak najbardziej jest coraz szerszy, w naszych czasach przyzwyczailiśmy się do wyręczania i łatwego życia ( powstają coraz nowsze technologie, hmm może w końcu wymyślą żonę, czy męża na pilota tak żeby spełniał nasze oczekiwania, bez wysiłku z naszej strony). Ja nigdy nie byłam z kimś bo się bałam samotności lub z kaprysu. Nie bawię się innymi i wbrew Twojej opinii o 30sto-latkach nie planowałam bycia w tym wieku samą, ani tym bardziej bawienia się "bez zobowiązań". Pewne doświadczenia sprawiły, że na jakiś czas zamknęłam się w sobie i nie chciałam rozpoczynać żadnego związku. Jednak nadal mam nadzieję, że znajdę partnera. A propos Twoich metafor - ja związek określam mianem "kasyna MGM Grand" - można się w nim zagubić, można w nim wszystko stracić, można się uzależnić, ale mądre osoby mogą w nim tylko zyskać. Ważne żeby w związku "grać w otwarte karty", tak żeby nikogo nie oszukiwać, a tym bardziej siebie, a jedynie sprawiać każdego dnia żeby każdy z graczy nie chciał odejść do innego stolika ;-). Życie i każda z relacji składa się z oczekiwań, dążeń i starań, ważne żeby wszystkie elementy tworzyły spójną całość.

    OdpowiedzUsuń
  32. Cieszę się, że zdecydowałeś się podjąć ten temat, bo choć opinii i poglądów na temat miłości jest całe mnóstwo, to wszystko sprowadza się do wspólnego mianownika - kochamy i chcemy być kochani.
    Jeżeli chodzi o mój punkt widzenia, to jestem zwolenniczką otwartości. W pierwszym etapie znajomości gram w otwarte karty, nie jestem z tych, które kiedy mają ochotę zadzwonić zaczynają analizować "jak zadzwonię to pomyśli, że jestem jakaś nachalna, albo (nie daj Bóg!) pomyśli że mi za bardzo zależy" - kiedy mam ochotę zadzwonić do mężczyzny, z którym się spotykam to to robię, kiedy na spotkaniu poczuję potrzebę się do niego przytulic, również nie analizuję tylko wykonuję. Wydaje mi się, że każdy z nas ma intuicję i dobrze wie co powinien robić i mówić :) Nie uważam też, że flirty, zabawy w kotka i myszkę nie są czymś przyjemnym, ale ja wolę z tym poczekać do czasu, kiedy poczuję się pewniej. Mam chyba odwróconą kolejność działania. Ja po prostu chyba muszę poczuć grunt pod nogami i wtedy mam więcej ochoty na "zdobywanie". Kiedy wiem, że komuś też zależy łatwiej przychodzi mi staranie się o drugą osobę i wtedy rozkwitam. Uważam, że kluczem do sukcesu jest szczerość własnych zachowań. Wydaje mi się, że za dużo oglądamy złych wzorców (otwarte związki, jednorazowy seks, on zdobywa ją, ona jego i tak pół filmu w zabawny sposób na siebie polują, kłótnie i cudowne powroty w ostatnich sekundach filmu, kiedy on stoi w drzwiach i nagle przeprasza bo doznał olśnienia). Życie to nie film :) trzeba brać je w swoje ręce i bez kombinowania, nie uważasz? :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  34. Poniekąd masz rację. Coraz więcej ludzi ma problem z budowaniem związków. Nawiązanie kontaktu i jakiejś bardziej intymnej relacji to nie problem, ale jej utrzymanie na dłuższy czas to już gorsza sprawa.
    Może akurat nie jestem ekspertem w tej sprawie bo mojego męża znam od liceum, wyszłam za mąż mając 22 lata. Dziś mam prawie 27 lat, dwuletniego synka, kolejne dziecko w drodze i szczęśliwe małżeństwo.
    Ale pamiętam podejrzliwe miny znajomych i nawet rodziny kiedy ogłosiliśmy, że bierzemy ślub. Niektórzy pukali się w czoło i pytali czy zwariowaliśmy, inni wróżyli nam rychły rozwód, a resztą podejrzewała "wpadkę", co wyjaśniałoby jeden z prezentów ślubnych- dziecięce buciki. My śmialiśmy się z tego bo najważniejsze dla nas było uczucie i pewność, że to co nas łączy to nie jest tylko na chwilę. A skąd to wiedzieliśmy? Dlatego bo od początku graliśmy w otwarte karty :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Teraz związki się rozpadają częściej niż kiedyś: dawno, dawno temu w trawie... bo ludzie już ze sobą nie rozmawiają i nie znają słowa kompromis.

    OdpowiedzUsuń
  36. Wiesz tak czytam.. i zgadzam się z Tobą. Wśród moich znajomych przeważają single, głównie mężczyźni (choć tu akurat nie wiem dlaczego), a jeśli już jest para to niestety, ale zawsze któreś z nich cierpi "po cichu" lub leci się wyżalić do znajomych (w tym mnie) i słyszę "bo on/ona mnie nie słucha", "bo ja już mu mówiłem/am i ona/ona nie rozumie", "bo on/ona się nie stara". No i ok..wszystko rozumiem... ale czemu mówią to mnie zamiast drugiej połówce. Jak mnie coś gryzie to mówię o tym otwarcie swojemu partnerowi. Ewentualnie wśród tony demotywatorów i kwejków znajduję taki, który w jasny sposób przekazuje to co chcę powiedzieć i robi to w sposób delikatniejszy niż bezpośredni. Z tego zawsze powstaje rozmowa. Raz dłuższa i spokojniejsza, raz krótsza i burzliwa, niemniej jednak rozmowa, z której każde z nas coś wyciąga. No i kompromis o którym piszesz. Z postępem czasu niestety wszyscy staliśmy się małymi egoistami i mniejszej lub większej mierze, zawsze dbamy głównie o siebie, często zapominając o drugiej osobie. A niestety w związku dbamy już o dwoje i warto pamiętać, że nie zawsze musi być "na moim", może jednak ta druga osoba ma trochę racji i jej pomysł też jest ok. W związku trzeba nauczyć się kompromisów, tylko nie takich, że to zawsze jedna strona ustępuje ;) I pamiętać, umieć śmiać się z siebie, bo to zawsze rozładowuje napięcie i pozwala jaśniej spojrzeć na problem. I może właśnie dlatego tyle ze wytrzymujemy ze moją drugą połówką. Od początku mówimy sobie wprost czego oczekujemy i co nam przeszkadza ;)

    OdpowiedzUsuń
  37. Relacje damsko-męskie tak naprawdę nie rozgryzł tego nikt ale prawdą jest że pierwsze miłości niestety po pewnym czasie okazuje się że szukamy czegoś innego, emocji których nie daje nam aktualny partner i mam nadzieję że chęć balowania przeminie po poznaniu tego Jedynego. Masz rację co do tego że to obie osoby muszą się starać tak samo kobieta jak i mężczyznabo inaczej zwiazek nie ma szans przetrwać. P.

    OdpowiedzUsuń
  38. Faktycznie chyba trudniej dziś o trwałe relacje między partnerami/małżonkami. Pytanie tylko czy kiedyś one były trwałe i jednocześnie szczere, uczciwe? Bo wydaje mi się ,że po prostu kiedyś nie wypadał się rozwodzić, bo co powiedzą inni? Dziś jesreśmy odważniejsi w tej kwestii, ale jednocześnie faktycznie brak nam odwagi i nie wiem czego jeszcze w okazywaniu uczuć. Także w mówieniu o tym czego oczekujemy, co nas boli itd. Zwłaszcza my, kobiety oczekujemy, że mężczyzna sie domyśli...a jak się nie domyśli, to awantura gotowa, a przynajmniej foch. Uznaje zasadę ZAWSZE MÓWIĘ CO MI LEZY NA SERCU...i to dobre i to zle

    OdpowiedzUsuń
  39. Kolego, ostatnio dużo czasu poświęciłem studjując i eksperymentując nad sprawami damsko-męskimi. NIestety muszę Ci powiedzieć że poradniki psychologiczne, owszem pomogą Ci budować fajne relacje z ludzmi ale nauczą Cie obchodzenia się z kobietami w sferze namiętności. Życze ci odnalezienia w sobie prawdziwego mężczyzny którego nie da się skrzywdzić, ja do tego już dojrzałem. swietny blog ktory jest inspiracja do zalozenia podobnego, przeze mnie. Sebastian

    OdpowiedzUsuń
  40. Witaj Jacku.A co w związku z tym,jeżeli narzeczona nie wiem czy już teraz/ narzeczona/Dałem/pierscionek zaręczynowy po dwóch m-cach spotkan z nią. A znamy się od grudnia 2014 r. Będzie kończyć kolejny kierunek studiów. Ja jestem po studiach.Tam wtrąca się jej matka,bo nie każe się jej spotykać u niej w domu,tylko u mnie ,albo poza jej domem.I zawsze wchodzi do jej pokoju bez uprzedzenia.Nie wiadomo skąd,a już jest.Chyba ona woli matkę,niż mnie.Sam nie wiem.A ja chcę,żebyśmy się spotykali u mnie,a ona nie chce się u mnie spotykać.Ciągle mówi,że mnie kocha,a ja ją przyłapałem na kilku kłamstwach.Nie wiem,czy mam jej ufać? A jak miała się spotkać z moimi rodzicami/tyle razy zapewniała,że się z nimi spotka/,ale to były czcze obietnice z jej strony. Wyjeżdża do Niemiec na 1m-c,bądż 2 m-ce.I nagle oznajmiła,że zgubiła pierscionek,a ja myślę inaczej,że przestała mnie kochać,albo go wyrz....ła,albo go po prostu schowała,żebym się martwił.Ale po co miałaby to robić!Nie wiem co mam przez to rozumieć,bo ciągle jej coś nie pasuje.Ja ją kocham,ale ona chyba niedojrzała do małżeństwa Ja mam 32 lata, ona 28 lat.Co o tym wszystkim sądzić?Jak z nią postępować? Czy być w tym związku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, od tego postu minęły już 2 lata, a ja im robię się starszy tym głupszy jeśli chodzi o relację damsko-męskię. Jedyne co mogę powiedzieć, to żeby kierować się rozumem, chociaż patrząc po oświadczynach w ciągu 2 mc pewnie bliżej ci do głosu serca :) pozdrawiam

      Usuń
  41. Każdy popełnia jakieś błędy. Znalezienie drugiej osoby która będzie nas motywować do kolejnych kroków...(nie przez czyny, lecz samo bycie) to jak chęć dostania gwiazdki z nieba, kiedyś spadnie lecz czy to dla Ciebie? Większość robi tak jak Ty, tylko mówienie sobie co robię nie tak,że jestem sam/a?Powinno nas zastanowić czy za szybko się nie poddajemy. Obdarowywanie drugiej osoby prezentami po to by miała ochotę na kolejne spotkanie dla mnie to bez sensu. Będzie chciała to nawet w deszczu z Tobą postoi. Niektóry to za wszelką cenę chcą być z kimś, że z czasem sami się unieszczęśliwiają. Zaręczyny po tak krótkim czasie to chyba kryzys wieku średniego.

    OdpowiedzUsuń
  42. jestem tu przypadkiem(szukalem bluze Abercrombie & Fitch) i trafilem tu....czytam to jak ksiazke mimo ze jestem 30 letnim facetem.
    Pozdrawiam J.

    OdpowiedzUsuń
  43. Nie ma co być z kimś za wszelką ceną, aby tylko zabić samotność albo, aby mieć kogoś z boku. Bez sensu... Poza tym to my decydujemy o naszym życiu, ale nie ma co na siłę. To nie da droga. Prezenty to też średnio... a jak ktoś szuka przyjemności i chce zagłuszyć samotność, to już lepiej postawić na portale z ogłoszeniami towarzyskimi.

    OdpowiedzUsuń