niedziela, 16 lutego 2014

"PROBLEM" ZNACZY "WYZWANIE"


Kilka dni temu skończyłem 25 lat. Patrząc przez ramię na lata które minęły nie jestem w stanie opisać jak bardzo zmieniło się moje życie. Gdy zaczynałem studiować byłem  realistą ze skłonnościami do pesymizmu.  Każde niepowodzenie urastało do największego  problemu.  Pamiętam pewną kolację z dziewczyną, z która się kiedyś spotykałem. Była moim całkowitym przeciwieństwem. Zawsze radosna, uśmiechnięta, pełna optymizmu i pozytywnych emocji. Ja  obarczałem ją swoimi problemami i nie ukrywam, irytowało mnie to, że ona była po za tym wszystkim, nie rozumiała moich rozterek i problemów. Dziś już rozumiem dlaczego, tak naprawdę robiłem z igły widły jak to mówią.
Za jakiś czas faktycznie dostałem kopniaka w tyłek i  to był chyba punk kulminacyjny, kiedy  zdecydowałem, że czas  coś zmienić. Zacząłem czytać dużo książek, głównie z zakresu psychologii. Zdarzało mi się również sięgać po poradniki które uczą jak nad sobą pracować, doskonalić swoją osobowość, jak być bardziej pewnym siebie itp. W jednej z tych książek przeczytałem bardzo ważne zdanie „Wyrzuć ze swojego słownika słowo " problem " i zastąp je słowem " wyzwanie ". Przeciwności losu zacząłem odtąd  rozpatrywać jako zagadki do rozwiązania. Gdy pojawia się „wyzywanie”  szukam  racjonalnego rozwiązania  i  wyjścia z sytuacji.  Przestałem nienawidzić życie jak dr House, a czerpać z niego pełnymi garściami.
Zdałem sobie sprawę, że główny problem, leży w nas samych. Często zamartwiamy się  o rzeczy które nigdy tak naprawdę nie muszą się przytrafić. Jaki sens ma  zamartwienie się na zapas? Zapewne każde  z was nie raz narzekało jeszcze  przed egzaminem, że go nie zda, a rzeczywistość okazywała się zupełnie inna. Pytam.... Po co? Przecież do czasu kiedy nie będziesz znał wyników, nie ma podstaw by się martwić.

Chciałbym podpowiedzieć wam  pewną technikę, która pomoże  wyeliminować negatywne emocje z waszego życia. To zasada 10 dni. Polega na tym, że musisz przeżyć 10 kolejnych dni  bez nerwów i negatywnych emocji . Jeśli coś wyprowadzi  was z równowagi, zdenerwuje, wprowadzi w zły nastrój, musicie  zacząć liczyć od nowa. Taki trening powoduje, że z czasem przestajemy zwracać uwagę na rzeczy które kiedyś budziły w nas tyle negatywnych emocji, wkurzały nas na maksa.  Na początku jest dość trudno ale w konsekwencji jest dużo lepiej....... a my nie przejmujemy się pierdołami i uśmiechamy się częściej i jesteśmy lepsi dla siebie i dla innych ......

18 komentarzy:

  1. Jakie książki polecasz, które pozwolą nam patrzeć na życie w nieco lepszym świetle? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio koleżanka poleciła mi książkę o podobnej tematyce "Bóg nigdy nie mruga" Chyba zrobię oddzielny post na ten temat książek i poradników bo sporo tego było

      Usuń
    2. Jestem pod duży wrażeniem ... zmiany filozofii życia.
      Ja powtarzam sobie: "Kocham życie, jestem zdrowy, bogaty duchem i szczęśliwy !!!"

      Usuń
    3. taaaaaaak, poradnik to dobry pomysł!

      Usuń
  2. ok, 10 days challenge accepted ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi się podoba takie podejście do życia :) Szkoda, że tak mało z nas zdaje sobie sprawę z tego, że większość niepowodzeń rodzi się w naszej głowie... A co za tym idzie? Zazdrość, że innym się udaje, a nam nie... Kolejny spędzony samotnie dzień... bo inni cieszą się ze swoich sukcesów, a my nadal tkwimy w miejscu. Największym problemem jest to, ze wiele złych spraw kumuluje się w jednym miejscu. To jest jak wtedy, gdy zepsuje nam się jedna rzecz np pralka. Kupujemy nową, za chwilę okazuje się, że wąż, który doprowadza wodę do pralki jest również zniszczony... Przy okazji psuje nam się telewizor.. itd. Tak samo jest z nami. Gdy nie zdasz jednego egzaminu, dołujesz się, a gdy już powoli wychodzisz z dołka, znowu dostajesz kolejne wyniki innego egzaminu, który znów oblałeś. Ja mam jedną receptę na takie coś: przyjaciele, rodzina i jeszcze raz przyjaciele. Ale nie tacy, którzy powiedzą Ci coś w stylu: bardzo mi przykro, że nie zdałeś, ale dobrze, że ja mam to już za sobą, bo wtedy Twoja psychika kompletnie siada. Wiadomo, większość zależy od nas, ale nie bójmy się rozmawiać o swoich problemach z innymi, bo one były, są i zawsze będą nam towarzyszyć. To one budują nasz charakter.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj obawiam się, że przez rok nie zrealizowałabym tych 10 dni

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba muszę spróbować tej metody 10 dni :) Aczkolwiek u mnie podejście do życia zmieniło się po tym, jak wyszłam za mąż. Mój mąż daje mi siłę i sprawia, że jestem pewna siebie. Pozdrawiam Jack :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Są sytuacje w życiu, które jak uderzenie w twarz otrzeźwia człowieka, wtedy człowiek zdaje sobie sprawę, że nie ma sensu się denerwować przez kogoś lub coś. Gorzej jak jest to spowodowane przez właśnie kogoś, wtedy człowiek albo obróci to na swoją korzyść i powie co mnie nie zabije to mnie wzmocni albo zobojętnieje, bo nie każdy człowiek jest fair na świecie i nie każdy ma siłę z tym walczyć, więc się zamyka. Każde niepowodzenie skraca człowieka o kilka centymetrów, a będąc przy ziemi nie każdy jest na tyle zdeterminowany by się podnieść. Na to czy zdamy egzamin często mamy wpływ, za to nie wiemy jak się zachowa drugi człowiek, a to właśnie człowiek chyba potrafi najbardziej ranić? Jeszcze chyba nie powstała książka o tym jak radzić sobie, kiedy to druga osoba wbija Ci nóż w plecy? :P
    O jaa... Mój komentarz strasznie jest pesymistyczny za co przepraszam :D Ale czasami brakuje wiary w ludzi i trzeba tej wiary uczyć się od nowa. A denerwować się nie jest warto :D Po prostu fight for your right!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zazdroszcze Ci tego podejścia do życia. Ja nie wyobrażam sobie przetrwania tych 10 dni. Byłoby to bardzo trudne do zrealizowania, ale może sporóbuje:)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Metoda 10 dni fajna,ale wytrzymać 10 dni bez nerwów to się zwyczajnie w aktywnym dorosłym życiu nie da.

    OdpowiedzUsuń
  9. taaaaaaaaaaaaak! post odnośnie książek to dobra decyzja

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej dobrze ze masz włączone zatwierdzanie komentarzy bo jest szansa że to przeczytasz! Ktoś się pod Ciebie podszywa lub jest bardzo bardzo do Cb podobny ;d
    http://www.fotka.pl/profil/nihilnovil

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za informację, to już nie pierwszy raz.

      Usuń
  11. Ja od 8 lat stosuję jedną prostą zasadę. Cały myk polega na tym, aby jej zaufać i w istocie jej uwierzyć. "Każdy nowy dzień jest wolny od błędów". Powtarzając ją sobie w głowie łatwiej zasnąć, a poranek daje nową siłę i nadzieję... Z książek polecam Osho - warto sobie uświadomić, że to tylko od nas zależy czy będziemy ciągnąć za sobą plecak z bólami, czy go zrzucimy - tak tu i teraz.

    OdpowiedzUsuń
  12. Cześć.
    Bardzo fajny post. Sama często myślę jak poradzić sobie z moim pesymizmem i lekami. Chciałabym tak jak Ty za jakiś czas spojrzeć za siebie i zobaczyć, że moje "strachy" były zupełnie niepotrzebne i tylko zatruwały mi życie.
    Tyle, że nie jest to jednak takie proste niestety.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja nie mam tego problemu. bo jestem typem tej "radosnej", choć dokładnie wiem co masz na myśli, bo moi obaj mężczyźni byli nerwusami. Na pewno można nad tym pracować i fajnie że to robisz. My "radośni" też musimy włożyć pewien wysiłek w to by być też trochę mniej lekkoduchami, bo to też czatem utrudnia nam życie

    OdpowiedzUsuń