środa, 25 lutego 2015

OUT OF MY HEAD




Dziś będzie jeden z tych postów, które zazwyczaj niosą za sobą dyskusję i mnogość komentarzy, dzięki którym mogę szerzej pojąć pewne sprawy lub popatrzeć na nie z innej perspektywy. Zacznę od tego, że blogi kiedyś były głównie miejscem, w którym autor dzielił się swoimi przemyśleniami. Tworząc bloga chciałem, aby po za stylizacjami czasem można było też przeczytać coś bezpośrednio ode mnie. Lubię poruszać tematy błahe, poważne, te które wpływają na emocje i uczucia albo związane są bezpośrednio z moją osobą. Zastanawialiście się czasem nad tym, jak związki wpływają na nasz stosunek do miłości? Mam wrażenie, że każde rozstanie podcina nam skrzydła i wypala cząstkę nas samych jednocześnie sprawiając, że jesteśmy bardziej odporni i elastyczni. Przed każdą kolejną poznaną osobą stawiamy mur, przez który coraz trudniej jest się przebić. Mur bezpieczeństwa, bo boimy się, że kolejny związek może zakończyć się farsą. Odczuwamy lęk przed zaangażowaniem emocjonalnym i bliskością, który zazwyczaj pochodzi z poprzednich nieudanych związków. Stajemy się coraz bardziej obojętni i odporni na uczucia innych. Wynajdujemy błahe powody, przez które nie pozwalamy rozwinąć się uczuciu. Oczekujemy fajerwerków w głowie i motyli w brzuchu. A co jeśli po kliku nieudanych związkach zatraciliśmy pojęcie miłości? Może oczekujemy czegoś, czego tak naprawdę nie ma? Może miłość od pierwszego wejrzenia jest tylko w książkach i filmach? A może to uczucie zaczęło pojawiać się tak często, że straciło moc, którą miało za pierwszym razem? Przecież, pierwszy raz jest tylko raz w życiu. Pytacie mnie często dlaczego jestem singlem? Może czekam na to uczucie gdy na widok dziewczyny żołądek podchodzi do gardła, ręce się pocą, a serce zaczyna szybciej bić, tylko co jeśli z czasem zacząłem inaczej odczuwać oznaki zakochania? Zastawiam się tylko, czy przypadkiem przez takie oczekiwania nie przegapię swojego szczęścia.











buty - Timberlad, 
spodnie - wrangler,
 kożuch - SH,
 golf - SH,
 torba - Keepall Bandoulière 60 LV,
 zegarek - danielwellington.com

38 komentarzy:

  1. Dokładnie opisałeś wszystko to o czym ostatnio myślę szukając odpowiedzi, dlaczego? czy ja już nie potrafię? zainteresować się kimś "miłym" odwzajemnić jego uczucia, pozwolić do siebie komuś dotrzeć. Jednocześnie czekam na wielkie bum, na wiatr który karzę mi iść za konkretnym człowiekiem, uczuciem, a co jeśli takiej miłości nie ma? stracę szanse na szczęście raz na zawsze?? Przecież było już tyle niewykorzystanych okazji.

    OdpowiedzUsuń
  2. idealnie napisane, po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uważam, że każdy związek jest inny i każdy początek związku też jest inny. Nie miałam w życiu zbyt wielu okazji do nowych relacji, bo bardzo szybko znalazłam miłość swojego życia, ale było to uczucie zupełnie odmienne od tych poprzednich. To był kompletnie inny początek i różnica była dla mnie zauważalna od razu. To jest taki moment, kiedy wiesz, że to "ta" osoba i nie ma wtedy czasu ani chęci na analizowanie. Po prostu cieszysz się szczęściem. W każdym związku na pewno wygląda to inaczej, ale uczucie jest takie samo. Spotkałam mojego męża w momencie, kiedy najmniej się tego spodziewałam i kiedy mur po przedniej relacji był bardzo mocny. Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że rok później będziemy razem mieszkać na drugim końcu Polski to w życiu bym nie uwierzyła. Miłość sprawiła, że oboje podjęliśmy szereg różnych decyzji i zmian w swoim życiu, o które byśmy siebie nie podejrzewali. Twoja niechęć do zaangażowania i strach w obawie przed zranieniem są uzasadnione, jednak jeżeli spotkasz miłość swojego życia to wszystko przestanie mieć znaczenie. I tego Ci właśnie życzę!
    Pozdrawiam,
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  4. Twój wpis to odzwierciedlenie mojego życia... dobrze, że mężczyźni poruszają takie tematy. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak jak mówisz, nieudane związki i miłości platoniczne podcinają nam skrzydła i odbierają nadzieję. Ja przestałem wierzyć w to, że kiedyś kogoś takiego znajdę. Można mnie lubić, ale kochać najwidoczniej nie :) No i chcę ten kożuch! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przecież nie można zmarnować tego kozackiego nasienia ;)

      Usuń
  6. Miłość? W dzisiejszych czasach, bardzo często jest tak sponiewierane, że czasami zamiast być prawdziwym uczuciem, jest tylko nic nie znaczacym słowem. Dwoje ludzi poznaję się, zaczynają się ze sobą poznawać, jest czas na spacery, sex, wspólne kolację i co później? Dlaczego ludzie zamiast do tego dorosnąć nadużywają słowa miłość?

    OdpowiedzUsuń
  7. Jacku, to nie te motyle i fajerwerki są najważniejsze...ważne jest to czy dwoje ludzi dogaduje się ze sobą na wielu płaszczyznach, czy spędza im się ze sobą dobrze czas, czy mają ze sobą o czym rozmawiać, czy nadają na tych samych falach. Jak tak jest, to warto to pielęgnować i mimo wszystkich obaw pozwolić żeby relacja rozwijała się swoim tempem, często nawet nie wiadomo kiedy pojawia się uczucie, a potem miłość. Problem w tym, że kiedy człowiek jest dorosły,świadomy swojej wartości bardzo często ma wygórowane wymagania, i szuka sam nie do końca wie czego. Może warto zatrzymać się przy tej osobie, przy której czujemy się swobodnie i przy której pojawia się uśmiech na naszej twarzy. Kreowanie sobie idealnego partnera jest największą głupotą, ponieważ nikt nigdy nie był i nie będzie idealny... Życzę Ci tego żebyś nie przegapił swojego szczęścia!
    Pozdrawiam,
    Martyna

    OdpowiedzUsuń
  8. Doskonale rozumiem Twoje obawy. Kolejna porażka i mur staje się coraz wyższy i dłuższy. I te myśli w głowie "czy potrafię jeszcze kochać?", "czy potrafię zaufać?". A może miłość wcale nie istnieje, może to tylko przyzwyczajenie do drugiej osoby? Może my żyjemy w trudnych czasach, w których nie ma wartości, a słowa "kocham Cię" to wyuczona fraza coś na zasadzie "dzień dobry" mówione do sąsiada na klatce schodowej. Jak to jest, że nasi rodzice są ze sobą przez tyle lat i są szczęśliwi? Jaka jest recepta na długi, szczęśliwy związek? Kiedyś ludzie się poznawali, brali ślub i żyli ze sobą dopóki śmierć ich nie rozłączyła. W dzisiejszych czasach ludzie biorą ślub za chwilę rozwód. Wszystko straciło znaczenie, miłość, związek, rodzina. Po co rozwiązywać problemy starać się coś naprawiać skoro łatwiej jest odejść. Czyżby ludzie aż tak się zmienili? Przestaliśmy walczyć, a może po prostu nam się nie chce. Dlaczego? Bo tak jest łatwiej? Sama nie wiem. Żyjemy w cudownych czasach pełnych możliwości, ale po co nam to wszystko skoro jesteśmy tak bardzo samotni. I nie wierzę ludziom, którzy mówią, że wybrali życie w samotności bo tak jest im lepiej. Samotność to najgorsza rzecz jaka nas może w życiu spotkać. Wspaniale jest budzić się obok ukochanej osoby, mieć świadomość, że można jej o wszystkim powiedzieć, że można na nią liczyć, że się kocha i jest się kochanym. I mimo tego, że czasem tracę wiarę w ludzi i w miłość, to ciągle staram się być optymistką i wierzyć, że gdzieś tam jest ta nasza "połówka" i kiedyś w końcu się odnajdziemy.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedy rozstałam się z Kimś kogo prawdziwie pokochałam czułam jak moje serce pękło, czułam fizyczny ból i wiedziałam, że wraz z tym człowiekiem straciłam kawałek serca,jakby roztrzaskała się taka szkatułka w sercu z napisem MIŁOŚĆ. Dzisiaj po kilkunastu latach, kiedy pomyślę o tym, nadal czuję pustkę i ból i wiem, że to pozostanie we mnie na zawsze. Jednak obok tej pustki jest miejsce na szereg innych uczuć, na przyjaźń, zaufanie, sympatie do tej osoby, z którą jestem w związku. Doceniam go, lubię, mogę na nim polegać, chociaż nie jestem w nim zakochana. Różne historie jeszcze przeczytasz w komentarzach. Ciekawe jaka za kilka lat będzie Twoja historia miłości? P.S Bardzo fajna sesja. Moim faworytem jest kożuch.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeszcze nigdy nie odważyłam się nic tutaj napisać. Ale od czego jest życie jeśli nie od próbowania? :) Mówisz o motylach i fajerwerkach. Rozmawiając o tym z różnymi ludźmi doszłam do takich wniosków: Taka miłość zdarza się w życiu tylko raz. W młodości. Do tego jest nieodwzajemniona. I to ona najbardziej kształtuje nasze pojęcie o miłości. Moja "wielka miłość' taka była i nie żałuję. Bo trafiło na przyjaciela. Bo nauczyła mnie wszystkiego o relacjach z drugim człowiekiem. Mimo, że nic z tego nie wyszło wyrobiłam sobie swoją "definicję miłości". A jest ona dość banalna i zasłyszana (sama już nie pamiętam skąd), która utkwiła mi w pamięci i wyryła się w sercu (czy już pisałam, że jestem niepoprawną romantyczką?). Dlatego myślę, że miłość jest wtedy, gdy widzisz siebie z tą osobą za kilkadziesiąt lat, chcesz się z tą osobą zestarzeć. Po prostu. Wiesz, że gdy będziesz już panem w podeszłym wieku siedzącym w wygodnym fotelu przykryty kocem i z herbatą w ręku to będziesz widział oczyma wyobraźni, że TA OSOBA będzie siedziała w drugim. Bo patrzysz jej w oczy i widzisz ten obraz. Brzmi prawie jak definicja znalezienia dobrego przyjaciela. Być może. Dla mnie ta definicja działa. Mimo, że kilka razy się pomyliłam i teraz mam tylko (ALBO AŻ!) świetnych kumpli, to ułatwiło mi to znacznie zburzenie murów, które nabudowałam po pierwszym zakochaniu. Teraz czekam na tego pomarszczonego dziadka z herbatą. Bez cukru :) A i jeszcze jedno: UŚMIECH! Bo uśmiech też rozwala nabudowane cegiełki :) Ale akurat Tobie (pozwoliłam sobie przejść na Ty) uśmiechu nie brakuje. I tak trzymaj. Życzę Ci znalezienia swojej "definicji miłości" i znalezienia Twojego Ideału! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Miłość od pierwszego wejrzenia istnieje i ma się dobrze. Przykład ? Właśnie poczułem miłość od pierwszego wejrzenia do Twojego kożucha :D :D :D

    Pozdrawiam :)
    http://pomojemubypawelo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też jestem singlem choć mam 21 lat.I też czekam na tą miłość od pierwszego wejrzenia.Jest trochę dziewczyn które mi się podobają ale jest tak że nie które z nich już są zajęte. I też myślę że jestem też wybredny i w sumie nie wiem czy to dobrze czy to żle.Bo padła mi w oko tak jedna dziewczyna ale jak ją poznałem tak trochę to stwierdziłem że nie pasujemy do siebie w sumie chodził mi o jej styl ubioru.A teraz jest z moim kuzynem i mają dziecko

    OdpowiedzUsuń
  13. kożuszek zawsze ładnie wygląda :-) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Przeczytałam wszystkie komentarze zamieszczone pod tym postem i choć rzadko decyduję się na komentowanie, to tym razem musiałam, z uwagi na nagromadzenie się wielu myśli. Wszyscy Ci, którzy tak alarmują o nadużywaniu słów "kocham Cię" nadużywają masę innych wyświechtanych zwrotów, utrwalając stereotypy o właściwych "połówkach", o motylkach i innych dziwnych rzeczach. Moim zdaniem jesteś dojrzałym facetem i nie powinieneś oczekiwać wielkiego bum. Skoro szukasz czegoś na poważnie, to nie powinieneś oczekiwać wzruszeń, uniesień i szalonych akcji rodem z gimnazjum. Dorośli ludzie, niezależni, pracujący, którzy samodzielnie decydują o własnym życiu poszukują czegoś innego. Nie potrzebujemy już "jedynej właściwej osoby", bo to kolejny mit. Choć bardzo chcielibyśmy wierzyć, że to sprawa siły wyższej, magicznego światełka nad ramieniem (tak, to Paulo Coelho) to w rzeczywistości to czysty przypadek. Nie uważam, że jest nam pisana tylko jedna osoba. W którymś momencie wybieramy i już. Uczymy się wspólnego życia, docieramy się, kształtujemy rzeczywistość albo to ona nas kształtuje? i tyle. Z inną osobą byłoby inaczej, nie wiemy czy lepiej czy gorzej, bo rzeczywistość i perspektywa też byłaby inna. Musimy znaleźć taką osobę, która ma podobne priorytety, kieruje się tymi samymi wartościami w życiu co my, która potrafi pójść na kompromis i która tak jak my jest gotowa, żeby stworzyć normalny związek oparty na zaufaniu. Dzięki takiemu związkowi będziemy czuli się akceptowani, kochani i będziemy żyli ze świadomością, że zawsze ktoś jest, czeka, myśli, tęskni. Odnosząc się do kolejnej kwestii - kiedyś wcale nie było inaczej. To nie jest tak, że nasi pradziadkowie i dziadkowie pobierali się po miesiącu znajomości i żyli długo i szczęśliwie. Zdrady są stare jak świat, ludzie mieli kochanków i kochanki, ale z różnych powodów:ekonomicznych, społecznych nie prowadziło to do rozwodów. Nie upatrujmy szczęścia w tym, że dziadkowie (dwoje starszych ludzi siedzących na jednej kanapie, którzy większość życia mają za sobą) siedzą na tej kanapie razem i nie skaczą sobie do gardeł. Nie wykluczam, że zdarzają się piękne historie, ale nie demonizujmy dzisiejszych czasów :) Kiedy wybierzemy (tak, będąc dojrzałymi ludźmi mamy ten przywilej, że wybieramy a nie rzucamy się w ramiona pierwszej lepszej osoby, która nas zbajerowała) i poczujemy się z tą osobą bezpiecznie odnajdziemy w sobie siłę i motywację na szaleństwa. Nagle nam się zachce, bo będziemy wiedzieli że warto :) PS Nie wierzę, że można być miłościoodpornym, obojętnym na uczucia. Wdocznie to nie ta/ten :) Cierpliwości i wytrwałości, buźka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego piszesz, że ktoś czegoś nie powinien oczekiwać? Niech każdy przeżywa swoje życie jak chce i czeka na co chce i cieszy się tym czego pragnie. Może Ty nie potrzebujesz "jedynej właściwej osoby", ale są tacy, którzy czekają, szukają i wierzą, że znajdą. Czy znajdą? nie wiem...życzę powodzenia. To już będzie tylko ich doświadczenie. Moim zdaniem doświadczajmy tego, czego chcemy !!!

      Usuń
    2. Napisałam to w tej formie, ponieważ obserwuję masę nieszczęśliwych osób wokół mnie, które nie potrafią się otworzyć na zwyczajność :) Często komentują "no niby wszystko fajnie, ale mój ideał miał być taki, siaki i owaki" albo że nie ma takich emocji jak w filmie, że on nie rzuci pracy i nie przeprowadzi się od razu na drugi koniec Polski, etc etc. Zwyczajność jest super i tylko od nas zależy czy ją trochę podkolorujemy :) Nie czekajmy na księcia na białym koniu, bo on nie istnieje (sic!) tak samo jak my nie przypominamy księżniczek z Disneya :) Powodzenia dla wszystkich singli! Otwórzcie szeroko oczy, bo często miłość jest tuż obok :)

      Usuń
  15. Wszystko zależy czego szukasz :) na jakim etapie życia jesteś? Czy naprawdę byłbyś gotowy, żeby za rok, dwa oświadczyć się przyznając przed samym sobą "TAK TO TA JEDYNA"? Jeżeli myśl o takiej stabilizacji Cię przeraża, to na razie daj sobie spokój :P Baw się, umawiaj na randki, spędzaj czas z dziewczynami, ale nie mów, że jesteś gotowy na związek. Nie ma sensu zaczynać być z kimś, skoro z założenia nie chcesz żeby ta osoba była ostatnią :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zaglądam tu czasem powodowana tym, że chcę popatrzeć na dobrze prezentującego się mężczyznę. Co więcej, okazuje się, że ten mężczyzna to nie tylko człowiek w ładnym papierku, ale ktoś, kto ma również coś do przekazania.

    Wiesz, tak sobie myślę, jak wiele z tego, co napisałeś zadziało się w moim życiu. Kiedy utraciłam swoją miłość, powiedziałam, że już nigdy więcej nie dam się temu uczuciu. Że przecież już nigdy nie będzie tych samych motyli, uczucia zaciśniętego z emocji gardła, oczekiwania w napięciu na znajomy stukot do drzwi i powitanie, które zdawałoby się nie następowało od kilku lat, a przecież wydarzyło się wczoraj.
    Tak mi się wydawało. Dziś sądzę, że miłość to decyzja. Nie motyle, nie te wszystkie piękne, choć ulotne emocje. Miłość to trwanie przy sobie, nawet bez motyli, których czasem po prostu nie czujesz, bo zastępuje je ból brzucha. Miłość to nie emocja, która może ulecieć wraz z wiekiem albo źle dopasowanym przez partnera płaszczem (co drażni estetów dobrego stylu). To decyzja. Jakkolwiek może to przeze mnie wyimaginowane albo wyidealizowane, tak ciągle moje i w to chcę wierzyć. Nie zachęcam Cię do tego, bo przecież jak wielu ludzi, tak wiele definicji miłości, ale czasem warto spojrzeć na miłość innym okiem, bardziej przyziemnym, mimo iż trwanie w chmurach jest całkiem przyjemne.

    Pozdrawiam Cię. I tak sobie myślę, Drogi Jacku, miło byłoby usiąść z Tobą przy wirtualnej kawie, porozmawiać o tym i tamtym.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ehh.. jakie to prawdziwe i jak bardzo dotyczy mojej osoby.. No cóż, taka już jest ta miłość.. Niestety :) Gdy poznaje jakiegoś chłopaka to od razu stawiam mur, zdaje sobie sprawę z tego, że przeginam ale zawsze znajdę coś. jakąś wymówkę, byle się nie angażowac. Przez to coraz bardziej powątpiewam, że znajdę kiedyś "tego jedynego" :) Ale wole byc sama niż z kimś z przyzwyczajenia, tak jak grono moich znajomych, gdzie tak na prawde nie sa do konca szczesliwi ale boja się rozstania. Ja na szczescie odwazyłam się zerwac po 3 latach zwiazku, bo zwyczajnie mnie juz nie uszczesliwiał, choc duzo osob w kolo sie dziwilo dlaczego tak postanowilam.. Nie chcialam byc z kims tylko z przyzwyczajenia. Moze faktycznie jestem zbyt duza romantyczką? A taka milosc jaka mi się marzy nie istnieje? hmm moze kiedys ta zagadka sie rozwiaze :)
    Pozdrawiam i oby wiecej wpisów skłaniających do refleksji :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Drogi Jacku.. Myślę, że najważniejszą rzeczą jest nie szukanie nikogo na siłę oraz nie doszukiwanie się oznak zakochania. Gwarantuję Ci, że kiedy to będzie "TA" dziewczyna, nie będzie chwili na zastanawianie się. Poczujesz, że to jest właśnie to. Bardzo ciężko jest wyjaśnić to zjawisko, ale taka właśnie jest miłość. Rządzi się swoimi prawami :) Kiedy byłam bardzo młoda i zaczynały się te pierwsze miłości, zawsze zastanawiałam się, czy to jest właśnie ten, czy tego chce.. Po dwóch miesiącach niemal codziennych spacerów i wielu rozmów, nie pozwoliłam chłopakowi nawet się pocałować :) aż nagle pojawił się TEN chłopak.. Wystarczyły 3 długie spacery kiedy zaczęliśmy być razem.. Nie było miejsca na rozważania, na analizowanie, wszystko działo się pod wpływem chwili, a z każdą mijającą chwilą byliśmy coraz szczęśliwsi. Mężczyznę mojego życia poznałam w wieku 15 lat. W tym roku mija 6 lat, odkąd jesteśmy razem, i z dnia na dzień kochamy się coraz mocniej! :) W każdym zdrowym związku następują zarówno piękne wzloty, jak i bolesne upadki, ale najważniejsze, by nigdy się nie poddawać, by całe życie walczyć o to, aby było coraz lepiej. Z całego serca życzę Jacku Tobie, jak i Laurce, abyście nigdy nie zwatpili w miłość, bo kiedy ta prawdziwa was dopadnie, a dopadnie na pewno, to będzie ona sensem waszego życia. Pozdrawiam was cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  19. Swietnie to ujales, wzruszylam sie czytajac twoj post jak rowniez komentarze czytelnikow. Niedawno rozstalam sie z chlopakiem i wiem jak trudno mi bylo pozbierac sie po tak ciezkim przezyciu, nadal go kocham, a on kocha mnie, ale nie potrafimy dogadac sie w pewnych kwestiach. Zbyt skomplikowana i dluga historia.
    Zapomnialam juz jak to jest byc singielka, bo po dlugim zwiazku strasznie dziwnie jest zmienic swoj tryb zycia i przestawic sie z "my" na JA. Nie wiem co wydarzy sie jutro, za miesciac czy rok, ale jedno wiem na pewno, ze nie warto tak mocno przejmowac sie tym co sie dzieje, bo to sprawia, ze czujemy sie fatalnie, a nasze mysli sklaniaja sie tylko ku najgorszemu. Najlepiej jest wrzucic na luz, wiem, trudno powiedziec, gorzej zrobic, ale to samo mi mowili moi znajomi, a ja nie nie chcialam tego sluchac, az w koncu sama zrozumialam, ze tak trzeba. Milosc przychodzi sama, czasem nieproszona. najwazniejsze jest to, aby umiec ja pielegnowac i starac sie tak jakbysmy chcieli zeby starala sie druga osoba, dac z siebie wszystko i oczekiwac tego samego, bez dialogu nie ma zwiazku, rozmowa jest najwazniejsza,bo ukrywanie pewnych spraw czy nie mowienie sobie o wszystkim prowadzi do konfliktow, sprzeczek, a taka mala rzecz moze przerodzic sie w cos wiekszego, bo problem narasta, a nastepnie staje sie tak duzy, ze nie jestesmy sobie w stanie z nim poradzic.
    Zycze powodzenia i codziennego usmiechu na twarzy, bo to podstawa!
    PS. jestes bardzo fotogeniczny! aa jak patrze na te zdjecia, to dziwie sie dlaczego sie na ciebie nie natknelam, bo przechodze tamtedy bardzo czesto,
    pozdrawiam :>

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja miałam 2 razy w życiu uderzenie pioruna jakie chyba masz na myśli. I tak, jestem długodystansowcem. I chętnie poprzestałabym na tym pierwszym. Jednak banał pt. życie to nie bajka to całkowita prawda, czasem nie potrafisz docenić kogoś fantastycznego z kim jesteś, dać więcej z siebie i to zaprzepaszczasz. Innym razem dzieje się na odwrót, nauczony na błędach dajesz z siebie wszystko, ale ta osoba nie potrafi tego docenić. Nie wystarczy uczyć się na błędach, bo każdy związek jest kompletnie inny, pomimo że nasze preferencje często podobne. Ale ja mam wciąż tę wiarę na lepsze i Tobie również życzę tego uderzenia piorunem i aby związek okazał się trwały i wartościowy. Każdy z nas ma gdzieś tam swoją drugą połówkę, ale jest tutaj zbyt wiele niewiadomych, od czy się kiedykolwiek spotkamy po czy będziemy potrafili słuchać swoich potrzeb i być dla siebie dobrzy..

    OdpowiedzUsuń
  21. Jacku, wyglądasz świetnie i pięknie piszesz! Powiem Ci, że nie zawsze zakochujemy się od pierwszego wejrzenia - i jeśli od razu nie ma tego: woooow, to nieprawda, że już nic z tego nie będzie. Dawno temu poznałam chłopaka. Był bardzo miły, fajnie mi się z nim rozmawiało, ale nie oszalałam od razu na jego punkcie, nie padłam na jego widok. Z biegiem czasu, trwając w koleżeńskim związku, poznawaliśmy się coraz bardziej i albo on "wyprzystojniał", ale po prostu zaczął mi się podobać coraz bardziej i wewnętrznie, i zewnętrznie. Zaczęły się pojawiać te motylki w brzuchu, o których piszesz. Po dwóch latach od poznania zapragnęłam go namiętnie pocałować. Mijały lata, no i zakochałam się bez pamięci. I nie zawsze było całkowicie różowo. Teraz jesteśmy kilka lat po ślubie i mogę śmiało powiedzieć - warto próbować, warto dawać szansę miłości!

    Aneta

    OdpowiedzUsuń
  22. Kiedyś po prostu kogoś spotkasz i będziesz wiedział, że to Twoja piąta pora roku ... Twój trzynasty miesiąc ;)
    Magda

    OdpowiedzUsuń
  23. Ah, krótko, zwięźle i na temat moim zdaniem. Sądzę, że jest w tym mnóstwo prawdy. Fakt każdy związek jest inny, więc początek każdej relacji wygląda inaczej. Uważam też, że poznając nową osobę, już na pierwszym spotkaniu uważnie się tej osobie przyglądamy, obserwujemy, wyłapujemy pewne zalety i wady, które zawsze dają do myślenia. Szczególnie mam na myśli wady, u mnie wtedy sprawia to, że zaczynam się dużo zastanawiać, czy da się to jakoś pokonać czy też nie. Takie zbyt intensywne myślenie nad tym co będzie, czy to ma sens - myślę, że przegapiłam swoją możliwość na szczęście, ponieważ rozum, w którym powstało wiele wątpliwości wzięło górę, które teraz wydają się bezpodstawne. Bo mimo wszystko trzeba brać życie w swoje ręcę i przede wszystkim dać szansę samemu sobie na to szczęście. Też jestem singielką i wiele osób zastanawia się czemu, ale nie można budować czegoś na siłę, więc trzeba żyć tu i teraz, a któregoś dnia i nam się uda, także pozdrawiam ciepło i trzymam kciuki ! :)

    OdpowiedzUsuń
  24. https://www.youtube.com/watch?v=bPHxB2SNEHw

    OdpowiedzUsuń
  25. Moja odwaga i pewność siebie zostały tym murem przygniecione. Motylki w brzuchu Przy moim romantycznym nastawieniu do życia, to must have. Mogła bym tak całe życie cieszyć sie jak GO widzę rozmawiać z nim czuć to coś w powietrzu. I jedno i drugie nie zrobi tego kroku. I po raz kolejny napatoczył się ktoś odważniejszy pewniejszy i takie mijanie się jak w prawdziwej komedii romantycznej. I brzmi to jak wywody nastolatki a mam już te 25 lat i dalej wierze w ten urojony model. Pozdrawiam i życzę powodzenia.
    Pamiętaj, że wraz z temperaturą rośnie ilośc zakochanych ;))

    OdpowiedzUsuń
  26. Jacku! Obejrzałam właśnie filmik, z Laurą i aż weszłam tu gdzie "komentarze dziewczyn są dłuższe niż Twój post" :D Posłuchaj mnie. Kiedyś byłam totalnie zakochana, bez opamiętania - bez granic. Jak mówisz fajerwerki w głowie , motyle w brzuchu - codzienność:) Niestety związek się skończył. Domyśliłam się , że przez to , że byłam tak zabujana , że aż opętana i facet się przestraszył i uciekł hhaha (dziś się z tego śmieje). Ale potem każdy związek tego nie miał, żaden, przez 2 lata ogólnie się zbierałam, potrafiłam po 2 latach płakać po tamtym związku z tęsknoty. Raz jak Go zobaczyłam z autobusu to mnie wryło w fotel tak że patrzyłam z otwartą buzią na Niego przez bite 5min i dopiero jak autobus ruszył to wróciłam do żywych. Niespotykane. Byłam pewna , że już nigdy nikogo nie pokocham. W każdym związku miałam co najwyżej pożądanie seksualne które myliłam z uczuciem, bo gdy gasło to nagle nic nie zostawało i okazywało się że to była po prostu chemia. Taki też był mój związek na studiach - chemia pomylona początkowo z miłością i gdy zgasła było pytanie "co teraz?" ale mój facet był tak kochany, tak Idealny, że wzięłam się w garść i postanowiłam przejrzeć na oczy kogo ja własciwie mam obok siebie ! Chodziłam do kościoła, modliłam się żeby go pokochać - to głupie wiem, ale nie wiedziałam jak to ugryźć. I stało się, może to cud nie wiem, ale w życiu nie zamieniłabym mojego obecnego chłopaka na tamtego. Kocham go bardzo mocno :) może nie mam codziennie fajerwerków i motyli w brzuchu, ale to też kwestia dojrzałości :) Wiem, ze go kocham i zawsze z Nim będę , a on ze mną. Jest najwspanialszym mężczyzną na świecie. Tobie też tego życzę i serio, czasem potrzeba wytrwałości i chęci i poczekać, miłość lubi zaskakiwać :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  27. Jack!Przeczytałam ten post i muszę przyznać, że zmusił mnie do zastanowienia się nad swoim życiem uczuciowym. Nie chce się rozpisywać bo nie o mnie tu chodzi ale...Jestem w związku od 7 lat. Na początku było to uczucie, którego nie byłam w stanie opisać. Przysłowiowa miłość od pierwszego wejrzenia, Życie potoczyło się dziwnie gdyż mimo wieloletniego stażu nie jest to związek uczciwy i szczery. Byłam wielokrotnie oszukiwana i zdradzana a jednak w nim trwam bo cały czas naiwnie myślę,że tym razem będzie inaczej. Także ku przestrodze, na pewno warto uważać aby ta ogromna miłość z czasem nie okazała się toksyczną relacją. Lecz mimo wszystko, ja nie tracę wiary w to,że takie uczucie istnieje, że może być szczere i prawdziwe. Także i Ty jej nie trać :) Nie martw się, nie zastanawiaj czy aby na pewno będziesz w stanie rozpoznać tę wielką miłość. Gdy spotkasz kobietę,która zwali Cię z nóg to z pewnością będziesz wiedział ,że to "to".A nawet jeśli się pomylisz,nawet gdy wielka miłość okaże się wielką klapą to po prostu nie było to. Podnieś się, idź dalej bo na pewno na końcu czeka na Ciebie ta właściwa przedstawicielka płci pięknej ;) I wiem ,że frustrujące może być takie czekanie ale na wytrwałych zawsze czeka nagroda :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Teraz tak z autopsji, ostatnio też wydawało mi się, że chwyciłam szczęśliwy los za kostki, jednak wszystko się skończyło a mi zdecydowanie brak cząstki siebie, bez której czuję się wybrakowana :) żal i smutek po drugiej osobie z czasem ustaje, żałoba po części siebie zostaje na lata. Sposób na szczęście? Zająć się sobą, odważnym gratuluję ryzykowania tysiące razy. Ja następnym razem, jeśli będę miała ochotę sprawić sobie ból to rozsypie na podłodze lego. Ale powodzenia! Prawdziwa miłość obustronna istnieje, wybór należy do Ciebie, czy schowasz się czy stawisz jej czoła.

    OdpowiedzUsuń
  29. To ja napiszę ze swojej perspektywy będąc w związku. Bardzo długo czekałam na to "bum". Miałam tak kiedyś i uważałam, że tylko takie
    "powalenie z nóg ma rację bytu. Czekałam i czekałam a koło mnie przechodziło wielu mężczyzn. Wszystkich odrzucałam, bo "nic nie czułam". Pojawił się taki jeden-świetny chłopak, ale ja nic nie czułam. Nie było motyli- jednak postanowiłam po wielu latach dać komuś szansę. Dałam. Czas mijał, on szalał a ja go pomału poznawałam(nic mu nie obiecywałam- wiedział, że na danym etapie nie czuję do niego miłości, ale lubiłam go po prostu). I kiedy już miałam rezygnować, coś się odmieniło i się zakochałam. Także moja rada- spróbuj dać szansę komuś -sympatycznemu. Nie skreślaj a pozwól się rozwijać uczuciom. Może te motyle muszą dorosnąć?

    P.

    OdpowiedzUsuń
  30. Czytając ten wpis czułam się jakby ktoś skradł moje myśli i bezczelnie je tu wkleił...choć jest mi miło, że nie jestem na tej planecie jedyną osobą, która boryka się z takimi myślami. Mam wrażenie, że im dłużej jestem sama, tym bardziej wyzbywam się zdolności odczuwania pozytywnych uczuć względem innych. Na pewno należałoby zadać sobie pytanie - skąd ta samotność? Nie wiem jak u Ciebie, Jacku, ale u mnie główną przyczyną jest strach. Nawet nie chodzi tu o zranienie, choć to i tak efekt końcowy. Bardziej przeraża mnie to, że ktoś zakocha się we mnie, ale nie za to jaka jestem, że spojrzy tylko na otoczkę. Tak, tego się właśnie boję. Płytkiej miłości. Takiej, która jest obecnie wszechpanująca. Naoglądałam się bajek? Chociaż nie, cholera. Znam takie pary, które nie widzą świata poza sobą, a są razem wiele lat. Może istnieje taka miłość, tylko nie jest dana wszystkim? Albo ja jestem zbyt twardo stąpającą po Ziemi osobą? Lub też ( co chyba najgorsze) nie potrafię kochać? A może po prostu zbyt wiele o tym myślę i ten natłok rozterek nie pozwala mi dostrzec mojej drugiej połówki? Tobie życzę, abyś znalazł wartościową dziewczynę, bo widzę, że sam jesteś niezwykle dojrzałą i mądrą życiowo osobą.
    pozdrawiam
    A.

    OdpowiedzUsuń
  31. A ja kocham dwóch facetów.. Pierwszy był (niestety już nie jest) moim przyjacielem tylko on oczekiwał czegoś więcej, a ja się bałam bo jest młodszy ode mnie, co ludzie powiedzą, małe miasteczko, plotki, nie potrafiłam się przełamać i udawałam, że go nie kocham wtedy gdy on mnie kochał. Przeżywałam każdą jego nową miłość, serce pękało kilka razy.. On miał już kogoś innego i nie okazywał mi tego co wcześniej i byłam o to zła, a o "nią" zazdrosna, a przecież sama go nie chciałam.. I tyle lat go kochałam.. Kiedyś mi powiedział, że 51% jego serca zawsze będzie należało do mnie... Wyjechałam z naszego miasteczka, kontakt się zmniejszył, później ciągłe kłótnie i całkowity brak kontaktu.. Dziś już nawet nie mówimy sobie głupiego "cześć", a kiedyś się w sobie kochaliśmy..Wspomnienia tak bolą.. Wyszłam za mąż za moją drugą prawdziwą miłość, jednak mój stary przyjaciel jest moją pierwszą miłością i jego też kocham mimo, że nie rozmawialiśmy od kilku lat.
    Nigdy tego nikomu nie powiedziałam i nie napisałam, ale czytając Twój wpis poczułam, że muszę. Sorki za spam.

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja też byłam wiele razy zraniona i myślałam tak jak Ty, ale w końcu zmieniłam punk widzenia. Stwierdziłam, że muszę zmienić 'kryteria wyboru". Motyle w brzuchu, szalone emocje zamieniłam na uczucie szacunku i przyjaźni. Teraz w moim życiu króluje harmonia i szczęście, mam cudownego męża, który jest moim przyjacielem i najlepszym, towarzyszem, miłość przyszła stopniowo, wraz z odczuciem pewności, teraz spodziewamy się dziecka. Na naszym ślubie rozbrzmiewały się słowa piosenki " miłość to wybór miłości i wierność jednemu wyborowi". Miłość to decyzja, a miłość ma wiele barw, warto zaakceptować różne scenariusze i nie nastawiać się na jeden. Pozdrawiam Ola

    OdpowiedzUsuń
  33. też czasami się nad tym zastanawiam :) Ale trafiając na takie blogi jak Twój moja wiara powraca :) Jak Cię zobaczyłam to jakoś cieplej mi się zrobiło. Daje mi to świadomość, że nie jestem kamieniem, że mam w sobie jeszcze pokłady pozytywnych uczuć i chęci na życie z kimś, a nie w pojedynkę :) Bardzo fajny blog, a mężczyzna :)........... No chyba mój komentarz sam mówi jaki Ten mężczyzna jest :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Twój post, mogłabym podpisać się pod każdym postawionym tu przez Ciebie słowem.. Balansowanie pomiędzy murem w postaci strachu przed emocjonalnym zaangażowaniem i kolejnym rozstaniem, a pragnieniem ciepła drugiej osoby.. Nie, nie jest łatwo być świadomą, wrażliwą osobą, ale to z pewnością lepsze niż znieczulica, choć trudniejsze.
    Żołądek podchodzący do gardła, pocące się ręce.. - a może jednak wystarczy mała przeszywająca iskra..? :)

    Pozdrawiam
    Kamila Kisicka

    OdpowiedzUsuń